środa, 5 lipca 2017

Projekt Pamir Okrutny

Jak to mawiają, nie sprzęt a technika czynią z Ciebie zawodnika. Dzisiejszy post poza oczywiście przekazem edukacyjnym, ma też pokazać że wygląd nie ma znaczenia. Nie koniecznie rower musi być drogi, markowy albo zabytkowy.
Wszystko zaczęło się od tego jak Krystian podczas rozmowy w pracy wspomniał, że ma w piwnicy rower po wujku. Z jego opisu wynikało że ten rower to totalny szrot, bez nadziei nawet na toczenie się siła grawitacji. Ale mający za sobą historię początków kolarstwa górskiego. Dość ciekawy miks więc nie musiał mnie długo namawiać na szybki rekonesans i przegląd czy to to nadaje się do czegoś więcej niż na żyletki.
Krystian słuchając o masach i tym ile przygód na rowerze miałem szybko zaraził się rowerowym bakcylem i mimo że jak twierdzi nie jeździł od 15 lat, czuje się na siłach by pojechać z Rudy na dalekie wypady rzędu Czechy, Anka itp. Jego optymistyczne podejście do tematu udzieliło mi się na tyle, że przy okazji gdy mnie podwoził do domu wpadłem przejrzeć jego rower.
Według standardów które z przyjaciółmi kiedyś określiliśmy, rower kwalifikuje się do grupy "Pamir Skurwysyn Okrutny".
Nie pytajcie co to znaczy(to już wiedza tajemna), w skrócie zwrot określa rower taki jak rower z marketu za 99,99PLN z pełną amortyzacją odwrotnie poskręcany. Czyli w pierwsze wrażenie pokrywało się z Krystiana opisem, ale w przeciwieństwie do większości ludzi nie oceniam po okładce. Wynosimy to to z piwnicy i już pierwsze zaskoczenie, lekkie to mimo stalowej ramy.
Spod warstwy kurzu i brudu błysnęła do mnie przednia przerzutka, patrzę a tu STX z lat 80 no ładnie, myślę sobie skoro jest STX z przodu to co będzię z tyłu ?? Acera na haku przykręcana a nie jakiś noname SI. To już mamy jakieś podstawy, patrzę na korbę a tu Acera na ramionach 175mm więc niema źle.
Koła brudne okrutnie ale opony praktycznie nowe, baaa mało tego felgi 3 komorowe markowe więc podejrzewałem że i piasty muszą być niczego sobie, no i w sumie się nie pomyliłem bo to JoyTechy z czasów gdy robili proste dobre piasty.
Zerkam jeszcze na tył i mamy komplet fajnych kół. Przednie koło po zdjęciu rozsypanego Cantelivera kręci się bez oporu, nie ma też wyczuwalnego dużego luzu. Jest ok.
Tył podobnie, przy czym wolnobieg zastał się na tyle, że stawia okrutny opór.
Powiedziałem Krystianowi że ja tu widzę całkiem ciekawą bazę do odbudowy na początek. Do sprawdzenia czy rower to tylko chwilowy zachwyt czy jednak pasja skutecznie skrywana od dzieciństwa.
Po przejrzeniu na szybko w kiepskim świetle podwozia sprawdziłem nadwozie, siodełko zniszczone kierownica skrzywiona na wysokości mostka, PRZYSPAWANE na stałe rogi owinięte izolacją z rury C.O. nadwozie wyglądało strasznie. Ale właściwie to nie miało większego znaczenia bo można to poprawić małym kosztem. Na sterach żadnych luzów więc skrzywienie kierownicy nie uszkodziło nic ważnego. Do tego rama na oko była prosta i też trzymała jeden ślad przy próbie przepchnięcia po piwnicznym korytarzu.
Wydałem werdykt ku zaskoczeniu Krystiana.
Jeżeli chcesz podreperuje Ci ten rower na tyle żeby był zdatny do jazdy na jakieś mniejsze wypady. Jeżeli oczywiście nic nieprzewidzianego nie wyskoczy, bo miałem tylko 15 min w ciemnościach żeby rower zdiagnozować w piwnicy.
Dałem warunek, prosty i przejrzysty. Umyj go na tyle żebym mógł się nim przejechać i zobaczymy co się stanie. Po 4 miesiącach się udało, przetarł go z kurzu :) dobrze się złożyło bo było już ciepło i można było go wyciągnąć z piwnicy.
Szybka regulacja pozostałości hamulców, regulacja przerzutek i odkryłem że wolnobieg ma 6 biegów a manetka 7, co daje jakieś tam pole do tunningu. Dyskusyjność kolorów ramy zostawiam w milczeniu bo nie kolory jadą tylko mechanika.
Hamulce jakoś spowalniają, napęd działa, ruszam i ... eee kręcę i nie jadę. Czuję że wolnobieg się nie zazębia i klika razy na milon obrotów. Smar się zastał i zalepił zapadki wolnobiegu w końcu rower stał przez wiele lat w piwnicy. Da się naprawić w dłuższą chwilę lub wymienić cały wolnobieg. Gdy już zębatka załapała okazało się że rower jedzie i jest nawet całkiem zwrotny. Zdziwiła mnie bardzo krótka rama mimo że na oko rozmiar rury siodłowej sugeruje że to rower dla dorosłej osoby to kierownica jest tak blisko siodełka że siedzę jak na mieszczuchu wyprostowany. Ciekawa geometria. Po tym teście mogłem zrobić Krystianowi pełną listę rzeczy do zrobienia.
-Serwis lub wymiana wolnobiegu
-wymiana pełna linek oraz pancerzy bo sparciały i się sypią
-kierownica z mostkiem do wymiany bo jest skrzywiona i spawana kilku miejscach
-kierownica zawierała prowadzenie do linki hamulcowej cantelivier więc koniecznie zmiana też hamulców
Zaczynałem przygodę z rowerami górskimi od Canteliverów niby proste ale wymagają punktu mocowania linki zaraz nad samym hamulcem, z tyłu problemu nie ma ale nie dostanę już nigdzie w normalnych cenach mostka z takim prowadzeniem więc najlepiej zmienić to na V-Brake ale jakieś lepsiejsze w komplecie z klamkami bo to trochę inny naciąg linek.
-Nowe klamki bo plastikowe to już nie ta epoka.

To tyle żeby rower jeździł i był bezpieczny. Całość może się zamknąć w 100zł. Krystiana raziły też chwyty i pedały. Dodałem więc do listy. Krystian dostał ode mnie podstawowe klucze do kół i wolnobiegu, a sam zrobił zakupy potrzebnych części. Podjął się nawet wymiany wolnobiegu ale poza rozkręceniem piasty wiele nie zdziałał. Okazało się że wolnobieg ma miejsce na klucz mocno nietypowy stosowany niegdyś w wolnobiegach Suntuora. W sumie nie przewidziałem tego. Ten typ klucza i wolnobiegu widziałem tylko na fotkach w internecie wiec nie dziwie się że w serwisie rowerowym po zaczerpnięciu rady powiedzieli mu że niewiedzą co to jest.

Po niedługim czasie z okazji nie przedłużenia umowy w pracy jechałem ostatni raz do Katowic samochodem, razem z Agnieszką żeby było raźniej. Bo jednak 5 lat w tej korporacji przeżyłem więc sentyment będzie zawsze, a przy okazji mogliśmy na kawie posiedzieć :)

Wracając napisaliśmy do Krystiana i okazało się że był w domu więc mogliśmy autem przywieść rower do mnie. Mam trochę większe zaplecze warsztatowe więc łatwiej będzie coś poradzić na niestandardowe wynalazki w tym rowerze.

Po przywiezieniu rower wyglądał tak.


Nie wygląda może szczególnie ale ja tu widzę potencjał.

Wolnobieg wyglądał tak.


Na żeby to odkręcić spróbowałem prostego myku z kluczem w imadle.
Wkręcamy klucz do imadła rękojeścią do góry tak żeby zazębiły nam się klucz z wolnobiegiem
Kładziemy koło i próbujemy obrócić.

Niestety wolnobieg stawiał silny opór. Ale to normalne bo naciskając na pedały ciągle go dociągamy. Krystian na odchodne dał mi nowy wolnobieg więc mogłem stary zepsuć. Dodatkowo sam mnie przekonywał że najlepiej będzie, jak go rozwalę młotkiem albo wiertarką. Takim podejściem pewnie zniszczyłbym nie tylko wolnobieg ale też wszystko wokoło. Po zalaniu wszystkiego WD40 spróbowałem jeszcze młotkiem i maizlem poruszyć to to.
Niestety i to zawiodło więc nie pozostało mi nic tylko rozebrać wolnobieg na kole i zdemontować go w częściach.
Niestety nie mam klucza do rozkręciania wolnbiegu ale to można spokojnie wykonać śrubokrętem i młotkiem z odpowiednią dozą wyczucia i delikatności.





Następnie wkładamy pozostałość do imadła i podczepiamy magnes na kulki które zapewne będą chciały się szybko ewakuować podczas odkręcania


Po chwili mamy czystą piastę. Na której jest standardowy gwint.


Jednocześnie pierwsza błyszcząca część w rowerze
Po wymyciu koła w rozpuszczalnikach z małym dodatkiem szczotki drucianej i samozaparcia, mogłem poskładać piastę w której jak się okazało brakowało jednej kulki. Nowa kulka, nowy smar. I piasta kręci się jak marzenie bez grama luzu. Nakręcenie nowego wolnobiegu to parę sekund bez siłowego dokręcania bo i tak się dokręci przy pierwszym ruszeniu rowerem.


Po chwili dołączyło też przednie koło gdzie piasta mogła by zawstydzić nowe koła kulturą pracy. Dobrze wyregulowana, została na chwilę w imadle w którym ją serwisowałem. Zakręciłem kołem żeby tacie pokazać jakie fajne koło. Poszedłem coś zrobić przy domu wracam za kilka minut a to koło dalej się kręci skubane. Żadnego luzu zajebista piasta.


Co ciekawe koła są wglądnie proste, tylko tylne ma delikatne bicie w jednym miejscu ale na tyle nieznaczne że go nie ruszałem. Tym niech się zajmie ktoś kto potrafi centrować koła. Ja nie umiem więc się nie tykam.
Następna w kolejności była kierownica. Krystian kupił nową za 8zł!!! może nie jest to arcydzieło technologi ale na pewno lepsze niż to co mamy niżej. Na szczęście standardowy imbus i młotek szybko poradziły sobie z złomem który warzył ponad 3 kilo

Skoro nowa kierownica jest już na miejscu można zainstalować hamulce i klamki a wraz z nimi nowe linki i pancerze.




Tak Alhonga, lepiej trafić nie można. Tanio bardzo, a jakościowo robią robotę. Komplet V-brake z klockami i klamkami. Dobrze wyregulowane są leprze niż tanie tarczówki z marketu.

Pewnie przeglądając zdjęcia wyżej natknęliście się na patent przy manetce przerzutki. No tak, został na razie bo nie mam linek i pancerzy do przerzutek więc do czasu wymiany zostanie. Swoją drogą ten rower to zbiorowisko wszelkich patentów, od kierownicy wyspawanej z kilku części aż do linki w której urwał się element mocowania do manetki który z powodzeniem został zastąpiony kawałkiem kostki elektrycznej. Swoja drogą mam sentyment do tych manetek uważam je za jedne z prostszych i trwalszych rozwiązań. Tył na 7 przedłożeń, przód bez indeksacji. Komu to przeszkadzało :)


Po regulacjach czas na testy, jeszcze bez chwytów żeby ich nie paskudzić smarem i brudem jeżeli musiałbym jeszcze grzebać poważniej przy rowerze.
Testy drogowe, polne, szutrowe i leśne rower przeszedł prawie wzorowo.



Prawie, bo niestety Support daje się we znaki. Co ciekawe mimo swojej dość dziwnej jak dla mnie geometrii i tymczasowego pokrycia siodła żelem w panterkę, rower świetnie się prowadzi, ma bardzo fajne przyśpieszenie, jest niesamowicie zwrotny, środek ciężkości jest umieszczony prawie nad tylnym kołem co przy mocniejszym depnięciu stawia rower na tylne koło. Fajna zabawka.
Wracając do domu stwierdziłem że niestety suportu dziś już nie wymienię, bo nie mam ściągacza a nie chce traktować tego młotkiem i maizlem bo korba jest aluminiowa i mogła by tego nie przetrwać. Dodatkowo support wygląda na mocno ściorany i prawdopodobnie ma zjechany gwint. Oby tylko na samym suporcie bo jak na mufie to będzie kolorowo. Przeoczyłem to owszem ale nie takie rzeczy się naprawiało :) Poza tym to nie carbonowe cudo które boi się brutalnej technologi, tylko kawał starej stali która sporo widziała i sporo jeszcze zniesie.




Ogólnie rower mimo że wygląda jak wygląda, prawdopodobnie sprawi swojemu właścicielowi sporo radości z jazdy i dzięki niemu może odkryje pasje. Nie ukrywam że jeżeli Krystian się wkręci w rowery pewnie przesiądzie się na coś nowego albo chociaż nowszego. Ten rower idealnie nadaje się na dobrą zimówkę lub rower do ciorania. Stalowa rama wiele wybacza. Ale jak na razie do puki go nie skończę, postoi chwilę u mnie. Wypełniając i tak niewielkie połacie wolnego miejsca.



Jak na razie to tyle ale zapewne gdy go skończę będzie jakieś podsumowanie :)

Pozdro

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Chwyty, rogi i zaskakujące odkrycie

Chwyty kierownicy to jedno z tych miejsc naszego połączenia z rowerem, które dość mocno jest eksploatowane. Ciągły kontakt z potem, ciągłe tarcie skóry lub rękawiczek, do tego upadki, obcierki i opieranie roweru o cokolwiek, bo jak wiadomo prawdziwy rowerzysta nie ma zamiaru schodzić z roweru więc po co mu nóżka ?? Swoja drogą moja żona najdroższa sprawiła mi ostatnio stojak prawie serwisowy :) Małą rzecz a robi robotę i można serwisować, bez szukania krzesła lub bez stawiania roweru do góry kołami. Co dodatkowo niszczy rogi  i siodełko.

Moje chwyty wyglądają mało atrakcyjnie a gumy na rogach już wcale nie wyglądają bo jedna odpadła a druga ma taki plan na odpadnięcie w najbliższym czasie.
Jako że ostatnio w ramach pomysłów na DIY wraz z Serafinem z zakończonego bloga obok, kupiliśmy sobie po kilogramie ścinek skóry po produkcji mebli. Mam zapas materiału dotworzenia różnych rzeczy. 
Podpowiem że takie ścinki to koszt około 8zł za Kilogram. Możecie mówić co chcecie, ale moim zdaniem skóra to jeden z najfajniejszych i najwytrzymalszych materiałów szczególnie jeżeli chodzi o kontakt bezpośredni. Mieliście kiedyś Glany ?? ja moje mam już 15 lat i dalej nadają się do chodzenia :)
Skórę kupiłem z myślą o obiciu na nowo siodełka ale to jeszcze trochę potrwa bo ambitny plan zakłada przeszycie siodełka tak żeby zachowało oryginalny kształt oraz łaczenia materiału, wiem że trudne i szkoda zachodu szczególnie że nie mam w tym żadnego doświadczenia i tym bardziej narzędzi. Ale kto mi zabroni, lubię się uczyć nowych rzeczy :)

Wracając do chwytów. Po zdjęciu resztek gumy i naprawie uszkodzeń po licznych glebach, przymierzyłem skórę do miejsca docelowego.

A następnie odbiłem zarys na jej strukturze, 


Po wycięciu, które trochę trwało z racji na to że to bardzo mocny materiał, pozostało posmarować dokładnie róg klejem podobnym do butaprenu, dać mu chwilę na podeschnięcie i rozpocząć przyklejanie i rozciąganie skóry tak żeby idealnie wypełniła miejsce po gumie. 
Nie wyszło idealnie jak chciałem ale nie będę płakał nad wyglądem ponieważ jest to i tak lepsze rozwiązanie niż odklejająca się guma/silikon. Latająca z wiatrem oraz brak gumy gdzie pojawiają się już ostre krawędzie plastiku. 



Moim zdaniem wygląda to dobrze i co ważne jest super w dotyku. Skóra naturalna a silikon to dwa inne światy. 
Dodatkowo okazało się że miałem źle założone chwyty. Gdy je kupowałem założyłem jakoś tak na szybko i po prostu jeździłem nie zwracając uwagi na to jak są ułożone. dopiero jak posiedziałem przy rowerze zdałem sobie sprawę z błędu. Niezły mam zapłon żeby połapać się po kilku latach. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo teraz chwyty wyglądają jak nowe bo na wierzchu jest część która była od dołu i była mniej eksploatowana. Moim daniem wygląda to bardzo dobrze. Gdy kolano przestanie mi doskwierać zrobię testy w trasie :)

Pozdro

czwartek, 27 kwietnia 2017

Chiński klon Solarstorm BC-2

Nie wiem czy pamiętacie, że kiedyś kupiłem u naszych dalekowschodnich MyFriendów lampkę klona Solarstorm X2 o której już się rozpisywałem na łamach niniejszego bloga. Kupiłem wtedy samą lampkę, zasobnik i baterie zorganizowałem we własnym zakresie o czym też już pisałem więc nie będę się powtarzał.
Po dłuższym użytkowaniu mogę stwierdzić że lampką jest warta swojej chińskiej ceny, robi dzień gdy jest noc. Takie małe działo fotonowe. Problem jednak w tym że prowizoryczny akumulator który do niej zbudowałem nie miał żadnego zabezpieczenia. Nie miał też możliwości ładowania przez brak balansera i elektroniki. Pomyślałem że złoże sobie bardziej profesjonalny akumulator. Kolega wydrukował mi nawet obudowę do tego. Niestety brak czasu i chęci po pracy odwlekały projekt w nieskończoność więc postanowiłem wydać u MyFriendów jeszcze trochę amerykańskich szekli i kupiłem tytułowy zasobnik na baterie.
Zapytacie czemu sam zasobnik a nie gotowy pakiet, ładny szczelny i w ogóle? A no dla tego że o ile elektronika z Ebay jest dobrej jakości to odlewy plastikowe i baterie to loteria. Dodatkowo mam sprawne ogniwa z odzysku z baterii mojego laptopa, więc po co mam ryzykować? dodatkowy atut jest taki że mogę ze sobą wozić zapasowy naładowany komplet baterii gdyby zaszła potrzeba wystarczy odkręcić śrubkę i wymienić.

Po około miesiącu oczekiwania przyszło cudo, które przeraża trochę wielkością. A po załadowaniu bateriami przeraża też trochę masą. Dużo plastiku może wytrzyma przeciwności losu na rowerze.



Oczywiście jak to bywa z rzeczami z Ebay nie może być do końca różowo. Odlew jest nierówny na dnie pojemnika na baterie i dwie 18650 wchodzą na lekki wcisk więc ciężko będzie je wyjmować. A po dokręceniu załadowanego pakietu, metalowa nakrętka została na kwincie śruby. Po prostu się wysunęła.






 Dopiero po zrobieniu zdjęć do bloga już po testach terenowych i stacjonarnych zauważyłem że przy nakrętce jest pęknięcie. Ale pęknięcie nie ma znaczenia bo nie wiedząc o nim wkleiłem nakrętkę/gwint do obudowy i nieświadomie skleiłem pęknięcie. Przez 3 dni jazdy w dość wymagającym terenie nic się nie odkleiło i nie pękło więc naprawa jest udana.

Ciekawostką jest też to że płytka, jej kolor, rodzaj diod, oznaczenia i przycisk są podobne jak w lampce. Więc sądzę że to ten sam producent, albo chociaż ten sam region :) w Chinach.

Pakiet poza tym drobnym mankamentem z nakrętką i przyciasnymi miejscami na baterie jest wykonany bardzo fajnie. widać że ktoś przemyślał kwestie wodoszczelności i warunków w jakich rowery czasem jeżdżą. Jest tu minimalna ilość otworów. Każdy otwór jest albo zatkany silikonowymi podkładkami albo oringiem. Więc o bryzgoodporność się nie martwię a do  stawu raczej nie będę wjeżdżał.

Jeżeli chodzi o praktyczne zastosowanie 3 dni jazdy po około godzinie na światłach nie spowodowały zgaśnięcia żadnej z 3 diod w lampce (na tych samych bateriach i moim pakiecie bez elektroniki 3 lampka gasła po włączeniu 3 trybu świecenia po krótkim czasie)
Zazwyczaj jeździłem po lesie lub w lekkim mroku. Więcczęsto miałem doświetlanie uruchomione.








To już pokazuje że w lampce musi być jakieś proste zarządzanie energią, nie podejrzewam żeby był to jakiś zaawansowany układ za cenę około 30zł ale jest według danych producenta ograniczenie przed przeładowaniem i rozładowaniem poniżej poziomu krytycznego.

Po trzech dniach z lampką na rowerze i około 120km zasilanie wydaje się być stabilne, jako że ostatnie 2 dni nie nastrajają rowerowo bo leje, a dziś nawet sypie oraz jest paskudnie


To testy pakietu przeniosły się do domu. Dodatkowa zaleta tego pakietu to klasyczny powerbank z prądem ładowania do 2A.



Ostatecznie po dwóch telefonach. z ciągłym ładowaniem przy pakiecie rozładowanym z 8,2v na początku do 7,8 gdy zacząłem ładować telefony. Kontrolka na obudowie zgasła gdy przez miernik przeszło 2700mAh czyli całkiem sporo.
Ostatecznie zrezygnowałem z dalszego lądowania gdy zgasła druga kontrolka i napięcie spadło do 7,3V  (nie miałem już przy okazji czego naładować bo skończyły mi się rozładowane telefony) wtedy na liczniku miałem nieco ponad 3000mAh. Podczas ładowania napięcie wąchało się w granicach 4,7v do 4,9v czyli dość słaby wynik a prąd maksymalny gdy podłączyłem mocno rozładowaną Nokie to 0,9A nie mam niestety nic co miało by większy pobór prądu np coś z szybkim lądowaniem lub jakieś gadżety na USB które brały by więcej ale wynik i tak wydaje mi się sensowny jako że ma to być tylko dodatkowa funkcja tego pakietu.
Biorąc pod uwagę że mocno nadwątliłem prąd w akumulatorach korzystając z lampki a następnie osiągnąłem wynik około 3Ah na telefonach. Mogę sadzić że cały pakiet powinien mieć około 6Ah pojemności całkowitej i wydaje mi się to rozsądne do moich zastosowań. Mam co prawda w planach zakup nowych markowych ogniw o sprawdzonej pojemności ale to raczej daleka przyszłość.

Na dziś to tyle bo dwa posty bo jeszcze ktoś pomyśli że wracam do pisania bloga codziennie :)
Pozdro

Głośnik od NJU BTS-06

Tym razem trochę prostej elektroniki praktycznej. Jakiś czas temu przeniosłem się do NJU, na abonament, relatywnie rachunek bardziej opłacał mi się niż pakiet na kartę w Heyah w której byłem od początku jej istnienia. Ale nie o dywagacje finansowe mi dziś chodzi. Nju przy przejściu do nich daje gadżety. Fajnie bo przy okazji przejścia co i tak bym uczynił, mam jakąś wartość dodaną. Ja otrzymałem pendriva 32Giga który całkiem nieźle chodzi, a moja żona dostała wodoodporny głośnik bluetooth o nazwie kodowej BTS-06. Wszystko fajnie ale głośnik wyłączał się po 4 min głośniejszego grania. Gdy ściszyło się do minimum gdzie telefon grał już głośniej od niego bateria w nim trzymała 30min grania. Nie jest to raczej zamierzony czas grania. Dodatkowo przy probie naładowania głośnik ładował się przez 2 min i wskazywał że jest pełny. Po czym nie można było za bardzo puścić czegokolwiek bo jednej piosenki nie wytrzymywał. Agnieszka straciła radochę z głośnika-prezentu. Z racji na to że moja kochana żona wyjechała w delegację. Miałem chwilę by się tym zająć. Oczywiście zrobię to po swojemu. Nie będę się bawił w reklamacje odsyłanie i takie tam było darmo więc nie wymagam nic od tego gadżetu.

Na początek pokaż kotku co masz w środku.
Na opakowaniu jest znajome napięcie 3.7  400mA więc bateria z telefonu może naprawić sprawę a tak się składa że jedną mam na zbyciu z telefonu LG



Konstrukcja prosta jak budowa cepa. Lubię to. Sprawdziłem jeszcze czy bateria ma w sobie jakiekolwiek napięcie i nic nie znalazłem. Okazało się że bateria po 2 tygodniach w szafce jest całkowicie martwa, nie ma nawet setnej volta. Odlutowałem to to od płytki wzmacniacza.

Pora na przeszczep.
Najpierw namierzyłem styki w baterii LG odpowiedzialne za biegun dodatni i ujemny, następnie zidentyfikowałem który jest który. Przy okazji bateria mimo że leżała ponad rok w szafce nadal miała przyzwoite napięcie. Następnie pocynowałem pola lutownicze i dolutowałem kable.




Wpasowałem baterie do głośnika i przylutowałem na miejsce starej.


Po skręceniu wszystkiego do kupy odpaliłem głośnik. Po połączeniu z telefonem grał 40 min i go wyłączyłem bo to ja wymiękłem nie bateria. Po prostu grał za głośno żebym wytrzymał to dłużej niż 40 min na pełnym głosie. Kontrolka baterii nie miga więc wydaje mi się że ta naprawa powinna spełnić swoje zadanie. Po podłaczeniu do ładowarki głośnik pokazuje ładowanie więc chyba się udało. Dwadzieścia min roboty zerowe koszty i mamy zabawkę która może się przydać na ogniskach działkowych.

Pozdro do następnego :)