sobota, 15 maja 2010

Może się trochę popadać

Opady - Stopień 3: deszcz >70 mm /24 h LUB śnieg >30cm /24h (>15 cm /12h)


W ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin potężny układ niżowy z silnymi opadami deszczu znajdzie się m.in. nad południową i południowo - wschodnią Polską. Prognozowane są intensywne opady o charakterze ciągłym przez dłuższy okres czasu. Ich wydajność będzie osiągać na obszarze objętym trzecim stopniem ostrzeżenia ok. 70 - 90 mm / 24 h. W górach i na terenach podgórskich opady mogą być jeszcze silniejsze. Niewykluczone dodatkowo bardzo silne, krótkotrwałe opady konwekcyjne i burze.

środa, 12 maja 2010

Pojechane

Wczorajszy dzień upłyną mi całkiem ciekawie i z niespodziankami. Zaczęło się od tego że stawiałem pawilon ogrodowy, z tylko sobie znanymi usprawnieniami, zaraz potem nakleiłem naklejkę na rower, informującą o tym, że mój rower jest zarejestrowany w bazie rowerów.
Co uwieczniłem na niniejszym zdjęciu
Potem dostałem telefon od kumpla z bloga obok że szykuje się wyprawa do Rokitnicy oraz uroczyste przekazanie Danielowi z blogu obok, naklejki z bazy rowerów.
Po chwili przygotowania wyruszyliśmy w drogę, po drodze nabyłem droga kupna bidon marki BETO(n).
Jadąc dalej rozkoszowałem dźwiękiem nie wyregulowanego hamulca z tyłu i znowu wpadłbym na płot lub słup na których to ostatnio zostawiłem kawałek lakieru.
Po przejechaniu naszej pięknej ścieżki rowerowej postanowiliśmy pojeździć trochę po dzielni bo byliśmy przed czasem.
Serafin wpadł na pomysł by znowu spróbować pobić rekord prędkości co niniejszym uczyniliśmy.
A oto i jest nowy rekord do pobicia
Po chwili dobrej zabawy okazało się że niebo się wkurzyło co wyraziło, błyskawicami, grzmotami i oberwaniem chmury, ale nie przejęliśmy się tym i podjechaliśmy pod były CPN z którego ostał się właściwie sam dach, ale tylko on nam był do szczęścia potrzebny. Jako że każdy z nas był wyposażony w kurtkę przeciw deszczową to szybko się w to to ubraliśmy i pojechaliśmy dalej na spotkanie z Danielem . Dojechaliśmy co do minuty. Po chwili przywitania, komisyjnie została naklejona naklejka, po czym Daniel zabrał nas na dolomity, jechaliśmy przez rozkopane ulice i ulice po których spływało błoto więc czyści nie byliśmy, po chwili zajechaliśmy do lasu gdzie dogoniliśmy chmurę burzową. Przez las jechaliśmy dość szybko więc na podziwianie błota, piachu i innych uroków nie było wiele czasu, ale i tak było przyjemnie.





Tu próbowałem utrzymać kierunek jazdy ale jakoś mi rower pływał

Niestety za dobrze by było gdyby wszystko szło pomyślenie, podczas robienia ostatniej fotki, coś mną dziwnie zaczęło rzucać na boki i nie mogłem utrzymać żadnego toru jazdy, jako że koło było w trawie to nie zauważyłem że już prawie nie mam powietrza. Tak więc ogłaszam wszem i wobec że wczoraj trafiła mi się pierwsza pana w tym sezonie i w tym rowerze.
Naprawa szła całkiem sprawnie dzięki pomocy kolegów.
Ahhh ta presta zapomniałem zaworek odkręcić

No to dymamy dętkę :D

I to pytanie gdzie powietrze spieprza

No i teraz pytanie jak ten węzeł tam upakować

A oto jest mój sposób na załatanie dziury w dętce zawiązujemy dziada i szlus
Mariusz namierzył dziurę ja zawiązałem supeł na dętce i podpompowałem trochę oraz założyłem z grubsza oponę ale końcówka z racji na nietypowo założoną dętkę nie chciała wejść na miejsce w tym momencie z pomocą przyszedł Daniel i poratował moje obolałe kciuki wciskając resztę opony na miejsce. Dopompowałem dętkę do końca i zaczęliśmy wracać do domu. Po drodze dopompowałem jeszcze trochę koło w jakiejś wsi i przejechaliśmy na bardziej ruchliwa drogę gdzie wyprzedzający tir mało nas nie skasował. Po przyjechaniu na Rokitę postanowiliśmy umyć nasze rowery na miejscowej myjni samoobsługowej. Co poskutkowało odpadnięciem kolejnych dwóch odblasków od mojego roweru. tak wiec został mi jeden.
Może nie widać ale myję rowery

Oraz Daniela

Mycie rowerów zaowocowało także fotką "rodzinną"
Było miło
Niema to jak przygody na rowerze je zawsze się dobrze wspomina.
Do zobaczenia na trasie Pozdrower :D

sobota, 8 maja 2010

Rowerowo i kulturalnie


Od dawna straszyłem że pojadę na Gliwicka masę krytyczną i w końcu stało się, z nie zastąpionym przyjacielem z bloga obok pojechaliśmy na masę. Ale już na samym początku dostałem wielkiego smaila, bo dzień rozpoczęty bez TEM-2 to dzień stracony.

Jak się potem okazało temka na początku wyprawy, zawsze zwiastuje dobra zabawę albo rozliczne atrakcje i niespodzianki. Po kibicowaniu dwóm temkom próbującym ruszyć, pojechaliśmy inną trasą niż zwykłem jeździć do Gliwic. I już na wstępie trasa zaskoczyła mnie pozytywnie bo mijaliśmy piękną wieże  ciśnień.

Na masę przyjechaliśmy dużo wcześniej, zatrzymaliśmy się na placu krakowskim ale jako że jeszcze czasu było sporo pojechaliśmy się rozjeździć po okolicy, ale po chwili wróciliśmy i rowerów zaczęło przybywać.

Gdy zebrali się już wszyscy chętni do jazdy w wieku od 3 do 83 lat, odbyło się losowanie kasku i rozdawanie odblasków dla chętnych. 
Następnie cała masa rowerzystów wyruszyła w drogę w bardzo pozytywnej atmosferze. Jechał z nami także Audiobiker zapodający muzę z głośników na rowerze. Byłbym zapomniał zbieraliśmy też grosze. Groszy uzbierało się dwa worki :D które przekazaliśmy całą masą  do jednego z gliwickich domów dziecka. Jakie było zaskoczenie gdy 115 bikerów przetoczyło się przez teren obok domu dziecka :D Ale co ja będę pisał zobaczcie sami.


Więcej fotek jest tutaj
Impreza niesamowicie pozytywna i to poczucie bezpieczeństwa pośród setki innych rowerzystów, bezcenne.
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy ale nas czekała jeszcze jedna atrakcja, albowiem na placu krakowskim rozstawił się teatr. Już na próbach słyszeliśmy ciekawy podkład i do tego dwa piękne wozy BMW  biorące czynny udział w przedstawieniu, to zmotywowało nas co zmiany planów i pozostania w Gliwicach dłużej. Masa skończyła się koło 20:00 a przedstawienie według ochroniarza miało zacząć się koło 21:30 więc coś trzeba było robić przez te półtora godziny. Jako że w Gliwicach atrakcję są wszędzie, to pojechaliśmy na pobliskie lotnisko by tam coś obfocić. 


Niestety baterie w aparacie miały inne plany i wysiadły co zaowocowało utratą kilku scen lądowania spadochroniarzy kaskaderów. Jako że baterie siadły, komary cięły niemiłosiernie, do tego robiło się cholernie zimno i powoli się ściemniało co potęgowało uczucie wszechogarniającego chłodu, postanowiliśmy pojechać na rynek po drodze nabyłem drogą kupna parę baterii GP w cenie 6,30 (rozbój w biały dzień). Pojeździliśmy chwilę po rynku i wróciliśmy na plac krakowski. Serafin siadł na ramie a ja spuściłem siodełko i siadłem na nim w ten sposób stworzyliśmy sobie dwa miejsca siedzące przy samej "scenie". W oczekiwaniu na spektakl zmieniłem akumulatory na baterie i oczekiwałem na rozpoczęcie. Temperatura koło 8 max 10 stopni chłodny wiatr co jakiś czas, niemiłosierna wilgoć w powietrzu aż czułem jak rosa na mnie osiada. Było już 10 min po zakładanym czasie i zaczynałem się zastanawiać czy opłaca się czekać. Na szczęście spektakl rozpoczął się 
I trwał bardzo długo


Co mogę o nim powiedzieć ?? że ja  chyba za głupi jestem na takie rzeczy bo nie czaiłem o co dokładnie chodziło dopiero w domu oglądając filmy mam pewne podejrzenia o co w tym biegało. Podczas spektaklu karta w aparacie powiedziała stop i nie pozwalała na swoją 2 gigową pamięć wgrać nic więcej. 
Po spektaklu światła na rower i wracamy, ale nie było łatwo bo przejmujące zimno i wilgoć wnikająca w kości skutecznie utrudniała wsiadanie na rower a co dopiero jazdę, wszystko dlatego że krótkie spodenki służące do szlajania się do plaży w 30 stopniowym upale, nie bardzo nadają się do jazdy okolicach godziny 23 w zimnie i wilgoci. 
Powrót odbył się głównymi ulicami z prędkością podróżna 30 km/h dało by się nawet szybciej ale zmęczenie i zimno nie pozwalało, za to ruch aż kusił by ruszyć nawet 50 i to środkiem ulicy bo na drogach było pusto, większość świateł już działało w trybie stent-by. Gdy wróciłem do domu zdążyłem jeszcze wziąć prysznic i obejrzeć z ojcem walkę Pudzianowskiego tak jak myślałem Pudzian wklepał przeciwnikowi ale nie miał ławo bo trwało to dwie rundy.
Na zakończenie dodam że prawy pedał w moim rowerze po 600 km powiedział dość dziś go rozkręciłem i okazało się że za cenę 26zł można dostać pedały w którym tylko jedno łożysko jest  wyposażone w smar.

Co ciekawe zasmarowane kulki miały kolor srebrny oczywiście pod czarnym smarem a te od suchej strony miały kolor złoty co widać na fotce u góry w wytłoczce. Czyżby ten złoty kolor i całkowity brak smaru oznaczał że mam do czynienia z  tytanowymi kulkami ??(żartowałem) Niestety składając złapała mnie burza więc skręcałem to ustrojstwo na szybko z dużą ilością smaru ale za mocno skręciłem i pedał stawia opór ale poprawie to chyba jutro, albo zostawię i się zetrze albo dotrze albo rozwali zupełnie co będzie skutkowało natychmiastowym kupieniem pedałów SPD na łożyskach maszynowych, bo kto to widział żebym ja musiał kulki po kolei wklejać do pedała bo chińczyki nawet nie dały łożysk w wiankach.

czwartek, 6 maja 2010

Przerwa

Ostatni post napisałem już przeszło tydzień temu, a wszystko z powodu grypy żołądkowej i jej wszystkich uroków, które dopadły mnie w przed ostatni poniedziałek.
Tak więc w skucie ostatni tydzień można opisać w 3 słowach "No to sruuu" :D. Osłabienie znika dopiero teraz, ale dalej czuje się jak pół dupy z za krzaka, swoją droga ta choroba ma też pozytywne aspekty bo schudłem 5 lub 6 kilo, ale znając życie moja masa szybko wróci do mojej nienormalnej normy. czyli 82 Kg przy 169cm wzrostu.

Co do atrakcji to dopiero koniec tygodnia ufundował mi atrakcje, co prawda nie jest to nic przyjemnego ale zawsze jakaś akcja.
A mianowicie miał miejsce wypadek Twingo prowadzone przez kobietę wyleciało z zakrętu i uderzyło w prawidłowo jadącą karetkę, po czym twingo się odbiło i zostało w takie pozycji jak na fotce niżej
W wypadku ucierpiała kierująca ale szczęście w nieszczęściu że karetka była na miejscu że tak powiem.
Zawsze gdy dochodzi do wypadku w którym konieczna jest interwencja karetki, na miejsce musi przyjechać policja i wszystko pomierzyć, mało tego nie wolno ruszać aut z miejsca co za tym idzie tworzą się korki o ile koło tych aut można jeszcze przejechać to za chwile zjechało się trochę więcej służb specjalnych i wyjechać z własnego placu nie mogłem.
I specjalnie dla fanów komunikacji miejskiej korek stworzony z samych autobusów
Autobus linii 81 następnie 14 i kolejny 81 w szyku bojowym że tak powiem:D 
Ciekawy widok 81 skręcający w prawo a nie jak zazwyczaj w lewo
Swoją droga ciekawie musiały wyglądać te wszystkie auta tiry i busy jadące ulica działkową bo tam prowadził jeden z objazdów.
Taka myśl, tudzież instrukcja na przyszłość dla osób jadących po deszczu moją ulicą.
W celu  uniknięcia wypadku:
-Zwolnij przed zakrętem w prawo z Moniuszki
-Jak już nie jesteś w stanie zwolnić to broń boże nie hamuj w zakręcie bo cie wyrzuci jak ta panią z granatowego twingo (i setkę innych pojazdów) ten zakręt jest tak wyprofilowany że każde naciśnięcie hamulca w zakręcie, skończy się wyrzuceniem (że tak powiem selekcja naturalna).
-Jeżeli skręcasz w lewo lub w prawo z ulicy Chopina zachowaj szczególną ostrożność, niektórzy  rajdowcy przelatują przez to skrzyżowanie  z prędkością grubo ponad 80 km/h na wprost z ulicy Moniuszki i dzieje się tak bardzo często. Najczęściej korzystają z lewego pasa by dać sobie 3 metry zapasu z prawej (Ale to nie jest reguła).
Tak ku przestrodze jak by mi ktoś nie wierzył że rajdowcy przelatują przez to skrzyżowanie bardzo szybko, stare fotki z 2006 roku.
Jechało 5 osób bez pasów w tym kobieta w ciąży licznik zatrzymał się na 180 gdy skosili znak i uderzyli w drzewo. O dziwo,i na szczęście wszyscy przeżyli w różnym stanie.



Tak kochani to kiedyś była Calibra a fotki były robione jeszcze kamerką internetową. Mam nadzieję że uzmysłowi to wam że musicie myśleć za innych bo jeżeli ktoś w tym momencie wyjechałby od strony Chopina  lub ktoś co gorsza stał w miejscu uderzenia, to przy tej prędkości mógłby być tutaj naprawdę Carmagedon.
Wypadków było na prawdę wiele, ale zawsze były one z niewiedzy braku doświadczenia lub brawury. Wszystkiemu zawsze towarzyszyła niedostosowana prędkość. Kierowco nie jedź szybciej niż potrafisz myśleć lub szybciej niż potrafi latać twój anioł stróż.


Dobra teraz może już o czym innym. następnego dnia z Serafinem z blogu obok oraz Jego Lucy wybraliśmy się na przechadzkę, niestety pogoda nie nastrajała optymistycznie więc wyprawa była tylko krótkim przewietrzeniem się i testem GPSa, o którym pisałem kiedyś w jakimś poście. Okazało się że bardzo łatwo GPSa wyprowadzić w pole, a MapaMap jest bardzo niedokładna.
Jednocześnie spłodziłem parę fotek bo co to za wyprawa bez fotek