sobota, 21 listopada 2009

Kajaczki

Dziś od rana kajaczki relaks take it easy i wogóle potem kawusia z basenowego automatu żeby przepłukać chlor i ożywić wyczerpany organizm. Wracając do domu, wpadłem jeszcze na chwilę  do platana żeby rozejrzeć się za okularami do pływania bo mi chlor oczy wyżera jak nurkuje. Niestety obsługa w okienku depozytów nie istnieje więc sobie darowałem. wracając baną do domu spotkałem kumpla którego nie widziałem w sumie od gimnazjum, i tak 3 godziny mi zeszło na gadaniu, na tematy wszelakie. jakoś potem dzień już minął i teraz siedzę pisząc ta notatkę zakatarzony, chyba trochę przeziębiony i ogólnie dogorewający. Ale i tak na kajaki będę chodził :D No to dobranoc wszystkim idę spać mimo wczesnej pory :P

piątek, 20 listopada 2009

Na rozstaju dróg

Dnia dzisiejszego korzystając z pięknej pogody (mimo zimnego wiatru), postanowiłem wyjść na rower. Chciałem też jeszcze raz pojechać do lasu na Helence. I jak zwykle po przejeździe przez ogródki działkowe, u wejścia do lasu napotkałem rozjazd.



Zwykle nie zatrzymywałem się na dłużej przed nim ale dziś jakoś mnie tak natchnęło.

Czy zastanawialiście się kiedyś na tym, jak wybór jednej z dróg wpływa na wasze życie?? Czy tak jak ja, czasem wjeżdżając na jeden z takich rozstajów odruchowo wybieracie najkrótszą, najmniej wyboista i najłatwiejsza do pokonania drogę?? Pewnie tak. Ale czy zawsze ta droga jest tak prosta i przyjemna jak się wydaje?? A może właśnie ta na pozór "wygodna" droga jest trudniejsza do pokonania?? Tak czy inaczej każda tych dróg prowadzi do celu, ale tylko od naszego wyboru zależy czy dotrzemy tam szybko, wygodnie,bezproblemowo, ale za to bez przygód, bez powodów do radości ze zdobytego szczytu, lub dotrzemy tam zaliczając wcześniej upadki, poślizgi i inne przygody które pozwolą nam cieszyć się z zdobytego szczytu, oraz dając nam satysfakcję, adrenalinę i ta chwilę szczęścia przed kolejnym wyborem. Ale warto pamiętać że z większości dróg zawsze można zawrócić i próbować innej drogi, wtedy będzie się miało satysfakcję z tęgo że podjęło się wyzwanie. Bo nie jest błędem próbować, błędem jest stać bezczynnie i nie próbować tego zmienić.  

No dobra dość tych moich wywodów na temat ... wjazdu do lasu?? Dzień minął mi pozytywnie  nie obyło się bez poślizgów, wywrotek, i utknięcia w błocie sprytnie ukrytym pod liśćmi. Zdążyłem się nawet zgubić dzisiaj, ale powiedzmy sobie prawdę ja w tym lesie zawsze błądzę, przez co poznaje coraz to nowe miejsca, do których i tak potem nie będę umiał trafić bo zapomnę jak. Dziś po prostu zatoczyłem spore koło w lesie i wyjechałem tak jak wjechałem z wyjazdem były jaja ale o tym później. Pierwsza część trasy była taka sama jak ostatnio. Dopiero tutaj się zmieniło.




Tym razem pojechałem dalej.





Po chwili postoju i zadumy. Pojechałem dalej.









Jechałem jechałem i dojechałem do ... Bytomia :P A raczej jego przedmieść, co ciekawe nie wpadłem żadną dziurę, to dziwne jest.





Ale jako że obiad w domu stygnie, czas wracać. Jechałem, jechałem aż tu nagle zauważyłem, że jadę droga której nie znam w ogóle(bo resztę znam z widzenia przynajmniej). Na początku całkiem miło bo z górki.



Tak trochę było grząsko, ale ogólnie miło. Jeden zakręt drugi i robi się dziwnie bo koparka albo inne szerokolaciowe ustrojstwo, wyżłobiło koleiny w błocie.



Jechałem między koleinami tak długo jak się dało, po chwili już się nie dało przednie koło zjechało do koleiny a tylne podążyło za nim. Niestety w takie sytuacji musiałem ratować się nogami. Po chwili musiałem ratować nogi :D Ale reszta ciała została czysta. No może prócz ręki którą wycierałem chwyt który zarył w błoto.
Zrezygnowałem i zacząłem wracać. Dojechałem na znajome skrzyżowanie. Wracając postanowiłem trochę zaszaleć bo w sumie czemu by nie. Rozpędziłem się do 30 (na liściach i błocie które pod nim było to i tak niezły wynik). Następnie ostry zakręt. po liściach na zaciśniętym tylnym hamulcu (pewnie trochę to wyglądało jak zakręt u żużlowca) Potem po śliskim zjeździe, dość szybko i niebezpiecznie omijając wystające konary, przez chwilę myślałem że w coś zaraz przywalę, nawet kilka razy mało brakowało. Ale jednak jeszcze nie wyszedłem z wprawy, i potrafię opanować rower przy sporej prędkości, na śliskim błocie jadąc na łysych oponach. Ale jakoś przejechałem adrenalinka podskoczyła, i wróciłem do domu. Jakoś mi się nie chce już tej drogi opisywać:D I tak już dość dużo naskrobałem,teraz delektuję się piernikami i oglądam mazurską noc kabaretową (Bardzo ciekawe zajęcie nie ma co)

Miłego czytania. (Aż się boję ewentualnych komentarzy)

pozdROWER Janusz :P

czwartek, 19 listopada 2009

Wycieczka jesienną porą

Jest jesień i nie da się tego ukryć, czas powoli ucieka przez palce a pogoda pochmurna, zimna i nie przyjemna, działa depresyjnie. Dla mnie jedynym antydepresantem jest rower, wiec dziś zażywałem antydepresyjnego roweru. Postanowiłem wybrać się do lasu na Helance. Mając przy sobie aparat (który w końcu działa), postanowiłem porobić parę zdjęć. Jakoś nie mam weny żeby się rozpisywać niech zdjęcia przemówią za mnie.











A to foto wracając już do domu, tyle razy przejeżdżałem koło tego kościoła, a fotki nigdy nie strzeliłem :D

poniedziałek, 16 listopada 2009

Ciekawy dzień

Mój dzisiejszy dzień rozpoczął się od konserwacji napędu i przejażdżki na Rokitnice, odebrać od znajomych pudełko na dysk. Przejażdżka zeszła mi szybko, 15 min w jedną stronę czyli szybciej niż czekanie na przyjazd autobusu, i tłoczenie się w tłumie. Następnie kolejna część konserwacji roweru, i poszedłem do szkoły. W szkole czas upłynął mi bardzo przyjemnie. Zgłębiałem tajniki Joomli po próbie rozgryzienia programu zabrałem uszkodzony dysk ze szkoły do pudełka po które jechałem z rana. Wracając do domu postanowiłem zrobić parę fotek kościoła św. Wawrzyńca. Oto i efekt sesji.





I jeszcze takie małe foto po retuszu w programie picasa: