piątek, 9 kwietnia 2010

Błoto, błoto, błota dużo w lesie jest :D

Wczoraj z racji pięknej pogody postanowiłem pojeździć. Na początek zawitałem u Mariusza, zasiedziałem się u niego, no cóż bywa i to nawet często bywa. Następnie szybki obiad w domu i pojechałem na rower, wybór podał na Gliwice pojechałem moją ulubiona drogą i szlajałem się trochę po mieście m.in po placu Krakowskim do którego ostatnio dojechać nie mogłem, następnie po rynku i wracałem do domu. Ale powrót do domu byłby zbyt prosty gdybym jechał tak jak ostatnio dlatego zboczyłem trochę z drogi. Najpierw jechałem ścieżką rowerową z Żerników w stronę kąpieliska w Maciejowie oczywiście drogowcy budujący autostradę utrudnili mi trochę życie.
Widać że już montują pręty zbrojeniowe co oznacza że będziemy pieli tunel rowerowy pod autostradą :D
Gdy dojechałem już do kąpieliska skręciłem w prawo, ale nie jechałem jak zwykle lecz na pierwszym skrzyżowaniu skręciłem w lewo, w stronę M1 i za chwile znów w lewo miedzy niedoszłym aquaparkiem a niedoszłym szpitalem (jakaś taka niedoszła okolica nic tam się do końca udać nie może ) jechałem prosto mijając sterty odpadów samochodowych, masy zderzaków i innych części plastikowych. Po chwili wjechałem w las i już na samym początku zaatakowało mnie błoto i wielkie kałuże które omijałem zwinnymi kocimi ruchami :D podziwiając przyrodę
Jadąc tak i podziwiając zielone krzaki wyrastająca miedzy odpadami w rozkojarzeniu ogólnym skręciłem nie w tą ścieżkę w która zamierzałem skręcić. No ale jadę sobie spokojnie i w pewnym momencie ścieżka się skończyła ku mojemu wielkiemu zdziwieniu. Stanąłem na chwilę i zastanowiłem się gdzie źle skręciłem bo nie możliwie żeby przez zimę mi w połowie ścieżki wyrosły 20 metrowe drzewa. Zawróciłem więc i skręciłem w pierwszą lepszą ścieżkę w prawo, by dojechać do ścieżki właściwej. Gdy już do niej dojechałem znowu skręciłem w prawo i dojechałem do kolejnego skrzyżowania z drogą w lewo, całkiem spoko nawet bez jakichś przesadnych ilości błota, ale za to 5 razy dłuższą i nudniejszą, oraz drogą prosto na końcu której już widać było wyjazd na pola i dojazd do leśnej, niby pięknie ale był pewien maleńki wręcz nie istotny problem, a mianowicie to nie tyle droga co grzęzawisko usiane gałęziami, kałużami po kolana a jeżeli się wdepnie to i po pas, a jak się wjedzie rowerem no to przygoda się kończy :D Jako że zawsze sobie obiecuję że nigdy więcej tam nie pojadę to, tamtędy pojechałem właśnie, bo lubię takie wyzwania, mimo że w takim terenie sprzęt i jego właściciel ostro dostaje w kość.
Fotkę zrobiłem gdy znalazłem miejsce w którym zapadałem się trochę mniej, bo ktoś tam kłodę położył ale jak widać błoto ma taka siłę ssącą że rower bez problemu utrzymuje pion jak przyjrzycie się dokładniej to zauważycie że wózek przerzutki wraz z nowym lepkim od smaru łańcuchem znajduje się pod tą cieczą wodopodobną, swoją droga przez cały ten teren przerzutka była cały czas poniżej gruntu :D
"Dynamikę jazdy zaś zawdzięczam nowym oponom, których zakup oparłem o doświadczenie znawcy rowerowego tematu, Janusza z "blogu obok", który takowe zachwalał i skusił mnie do ich nabycia. Dwa kółka Continental Speed King w "jedynym dla mnie słusznym rozmiarze" 2.1 cala sprawdzają się doskonale i na asfalcie i na grząskim polu"
No i dynamika była doskonała szkoda że dynamika tylnego koła nie przekładała się na prędkość jazdy do przodu bo koło się kręciło dość szybko a ja poruszałem się w ślimaczym tempem. W głowie miałem tylko jedną myśl "jedź byle do przodu, bo jak staniesz to już zostaniesz" i co gorsza będzie trzeba wystawić nogę i wsadzić ją w to błoto pech chciał że podwodą i błotem musiała leżeć jakaś gałąź do której dojechała przekopująca się przez błoto tylna opona i na niej się zatrzymała, bo ile jeszcze z błotem sobie jakoś powoli radziła to belka pod błotem ją zatrzymała, to znaczy koło się kręciło ale ślizgało się po gałęzi w miejscu, co zaowocowało zatrzymaniem i przymusem wystawienia nogi co skutkowało zapadnięciem się buta skarpety i łydki w błocie :D
Na szczęście zdążyłem wyjąć zestaw but, skarpeta, noga, z błota zanim poważnie nalało się do środka, znalazłem kolejny kawałek gałęzi na której stanąłem i wyciągnąłem rower z błota by za chwilę znowu przemieszczać się po grzęzawisku, na szczęście wyjechałem na pole gdzie chwilę się przesuszyłem w słońcu, co miało odpaść to odpadło i pojechałem dalej o dziwo rower nie wyglądał jakoś straszliwie, gorzej ze mną bo to co było na kołach, a było tego baaardzo dużo przy większych prędkościach i przez siłę odśrodkową magicznym sposobem teleportowało się na mnie.
Ale nie przejmując się tym podjechałem do Mariusza po czym wjechałem do niego na podwórko i zastałem go podczas transfuzji osprzętu z jednego roweru do innego, mój rower w tym czasie wysychał i odpadały resztki błota z jego części.
Potem pojechaliśmy przetestować nowy rower pieszczotliwie zwany "czołgiem" i pozwiedzaliśmy okolicę. Na moście nad "dekawką"(DK88) uwieczniliśmy pociągi w tym TEM 2 w malowaniu koloru Minia :D

Dzień ten zaowocował też nowym rekordem prędkości mojej 56,88 chociaż gdy spojrzałem na licznik widziałem że mignęło 57km/h
Mam kolejny cel, pobicie tego rekordu i osiągnięcie 60km/h to jest możliwe tylko potrzebuje odpowiedniej drogi i małych zmian ustawień w rowerze, siodełko wyżej i inaczej nachylone oraz kierownica maksymalnie niżej z obróconym mostkiem, załączona blokada widelca do tego bez plecaka na plecach bo straszne opory powietrza robi.
To by było na tyle na dziś
Prognoza wieści że będzie dziś padać akurat wtedy gdy ma być masa krytyczna
A ta prognoza prawie nigdy się nie myli więc na 99% będzie padać więc chyba nie pojadę.

niedziela, 4 kwietnia 2010

No i już chyba wiem co mi cykało w napędzie

No i już chyba wiem co mi cykało w napędzie tyle że o chyba nie  była korba lub suport jak wcześniej myślałem i rozbierałem bez sensu i prawie rozwaliłem jedną ze śrub w korbie.
No i teraz pytanie z serii popatrz na obrazek i powiedz co jest  z tą ketą nie tak
Znaleźliście już ??
Nie?? ja też nie widziałem wcześniej puki ojciec mnie nie oświecił i nie  powiedział że to może być suchy łańcuch, jako że starsi zazwyczaj maja rację przez doświadczenie, to postanowiłem użyć środka zapobiegawczego w formie oleju do łańcucha (co prawda oleju do łańcucha z piły łańcuchowej ale w pile też łatwego żywota niema).
No cóż odpinam spinkę, zdejmuję łańcuch, wsadzam do puszki, zalewam olejem i mieszam aż się ładnie nasączy  , no cóż potem wyjmuję i czyszczę tak żeby nie syfił wszystkiego w koło i jak się okazało jedno ogniwo musiało strzelić jak testowałem rowerek w zimie.
No to teraz muszę sprawić sobie nowy łańcuch bo na masę krytyczną trzeba jechać w końcu. Obiecuje sobie i obiecuje a nigdy się wybrać nie mogę.
Poza tym nasuwa mi się taka myśl, jak to teraz łańcuchy robią że po niecałych 200km szlak je trafia.

piątek, 2 kwietnia 2010

W poszukiwaniu światła

Jako że  pogoda dnia wczorajszego była bardzo ładna, ani jednej chmurki, że tak powiem cud miód i malina, tylko wiało trochę co skutecznie utrudniało jazdę, za cel obrałem plac krakowski w Gliwicach, bo jak niektórzy wiedzą mam zamiar w przyszły piątek jechać na masę krytyczną, więc trzeba sobie  upatrzyć dogodną trasę tam i nazat no i przy okazji sprawdzić czy drogą którą odkryłem w zeszłym roku (nie śmiać się!! że w okolicy to nie znaczy ze muszę ją znać) dojadę do Gliwic do ścieżki rowerowej którą pokulam dalej. Tak wiec wyruszyłem dość późno bo o 15 z groszami no i czasu miałem mało szczególnie że chciałem też podjechać na Mikulczyckie stawy w sprzyjającym świetle obfocić co nie co.
Podróż zacząłem ulicą leśna przejechałem przez las i wyjechałem w Szałszy gdzie zatrzymałem się na chwilę i spłodziłem parę fotek.

 Następnie mijając budowę drogi jechałem, prosto w stronę Żerników przez nie tez  jechałem cały czas prosto łamiąc po drodze przepisy i jadąc jednokierunkową pod prąd :) ale co się  będę i tak rzadko kto tam jeździ.
Następnie pojechałem dalej i skręciłem ulicę Karola Szymanowskiego i tu właśnie ten nieznany dla mnie kawałek, tzn nieznany do połowy bo w zeszłym roku gdy było już zimno i się ściemniało dojechałem do lasu i zawróciłem bo nie znałem tej drogi i wolałem nie ryzykować jazdy po ciemku w z zimie bez konkretnego oświetlenia i znajomości terenu. Wczoraj już bez obaw pojechałem bo pogoda  zacna temperatura ok a  do tego w lesie nie wieje, no i nie zapominajmy o nowym asfalcie na drodze tak więc same plusy. Jazda upłynęła mi całkiem przyjemnie mimo że było pod górkę w końcu dotarłem do połowy drogi i zatrzymałem się na moście, by pstryknąć parę fotek praz drogowych i przy okazji zrobić zdjęcie drogi którą jechałem bo nie znalazłem na jej świeżym odcinku żadnej dziury co w  naszym pięknym kraju  jest nie lada wyczynem.

Jadąc dalej było tylko lepiej bo było lekko z górki, więc jak dla mnie super raźnie pedałowałem co objawiło się 50 na liczniku przez parę sekund co jak na moją lichą kondycję i ogólny opór powietrza jaki stwarzam samym sobą jest wynikiem prawie nie możliwym.
Wszystko co dobre szybko się kończy więc i ta ulica się skończyła, i wyjechałem na ulicy Chorzowskiej a tam już jest ścieżka rowerowa, więc trzeba z niej skorzystać.  Jechałem dalej Chorzowską po czym skręciłem na most nad torami  kolejowymi gdzie się zatrzymałem i oczywiście uwieczniłem pociągi.
Następnie jechałem dalej i zatrzymałem się na skrzyżowaniu Jagiellońskiej i Częstochowskiej no i muszę przyznać ze się trochę pogubiłem wiedziałem gdzie jestem i w ogóle ale zupełnie wyleciało mi z głowy jak dojechać na plac Krakowski tzn po 2 min zastanowienia już mniej więcej kojarzyłem i wiedziałem że z miejsca w którym się znajduję mogę jechać prosto wzdłuż Częstochowskiej ale nie kojarzyłem jak daleko jest do placu i czy wystarczy mi czasu na złapanie światła na stawach poza tym nie ma puki co przedniej lampki więc po co ryzykować powrotem po zmroku.
Postanowiłem wracać tą samą drogą jaką przyjechałem no i tak też zrobiłem powrót poszedł mi jeszcze szybciej bo z powrotem za mostem na którym robiłem fotki drogowców jest jeszcze bardziej stromo, więc prędkość wyniosła 52,18 ale nie wiem czy to moja masa mnie tak niosła, czy siła mięśni ale wiem na pewno że 52  km na godzinę to bariera której raczej nie pokonam z powodu zbyt dużego oporu powietrza. Przy tej prędkości mało nie zaliczyłem gleby, gdyż jadąc już 50km/h jakieś 30 albo 40  cm od krawędzi jezdni zagapiłem się na dwie bardzo ładne bikerki :D jadące w przeciwnym kierunku a baikerka w pełnym stroju kolarskim to naprawdę piękny widok, no a już dwie to powód by spojrzeć dłużej  i to mało mnie nie zgubiło ponieważ nieświadomy niczego lekko zbliżałem się do brzegu asfaltu, dziewczyny też  zwróciły na mnie uwagę ale  to chyba przez dźwięk opon, bo na asfalcie przy większych prędkościach przypominają rój szerszeni. Na  szczęście w ostatniej chwili odbiłem trochę i wróciłem na swój tor jazdy ojjj co by to było jak bym nagle najechał na krawędź asfaltu a potem to już tylko do zalanego wodą rowu, chociaż przy tej prędkości rower pewnie by został w rowie a ja poleciał bym dalej siła rozpędu.
No nic jechałem dalej i postanowiłem sprawdzić przejezdność ścieżki rowerowej z Żerników  do kąpieliska leśnego w Maciejowie.  Tak więc pojechałem i moim oczom ukazała się tabliczka z ładnym znaczkiem roweru  i napisem objazd dla ścieżki rowerowej do ulicy jakieś tam i adekwatna strzałeczka jadę kawałek dalej i co widzę ?? Stadko rowerzystów było ich koło 10 czyli dość spora ekipa ale w większości osoby w wieku 50+ i dzieci więc chyba  rodzinne wypady na rower. Stali przed byłą ścieżką rowerową i nie wiedzieli jak przejechać na druga stronę tak się składa że przypomniałem sobie o strzałce przy objeździe więc skręciłem zgodnie z jej kierunkiem i przyuważyłem kawałek drogi, niby to przygotowanej pod objazd dla rowerów zatrzymałem się na chwilę i z tłumu usłyszałem pytanie  "czy da się tam przejechać" więc odrzekłem "nie będzie łatwo ale chyba się da" kolejne pytanie z tłumu "czy dzieci przejada" zanim zdążyłem odpowiedzieć dzieci opowiedziały się że dadzą radę, tak więc pojechałem jako przewodnik sporo przed resztą która czekała na to czy mi  się uda  ale mimo kolein po koparce i lekko błotnistego terenu dałem radę, ale za zakrętem czaił się beczkowóz który staną na środku już normalnej ścieżki, zostawiając 40cm miedzy swoim ogromem a głębokim rowem. Jak wiecie mam baaardzo szeroką kierownice i miałem pewne problemy. Ale przejechałem pomachałem do ludzi z drugiej strony i  ruszyli jak się okazało za beczkowozem stała kolejna gromadka rowerzystów która znów uraczyła mnie pytaniem "czy da się tam przejechać" i znowu moja odpowiedź "jak widać mi się udało ale łatwo nie było" podziękowali ładnie i  ruszyli.
Pojechałem więc dalej swoją drogą zostawiając za sobą beczkowóz i ludzi ale zatrzymałem się za chwile i zrobiłem fotkę

Po drodze jechał jeszcze jeden kolaż w markowym stroju i sprzęcie i przywitał się ze mną w biegu i do dziś zachodzę w głowę czy mnie znał czy po prostu kolarska uprzejmość ?? Odpowiedziałem mu ale mógł nie  usłyszeć w sumie  minęliśmy  się szybko ot taka zagwozdka. Jechałem dalej by obejrzeć Szyb Maciej gdzie to w razie potrzeby można się napić źródlanej wody prosto z kranu :D
Jadąc dalej uwieczniłem stary most kolejowy
Pod mostem skręciłem w lewo i jechałem aż do przejazdu pod DK88 i dalej przez osiedle aż do oczyszczalni ścieków przy której skręciłem w lewo. Po chwili przejechałem rzez osiedle i koło szkoły na Franciszkańskiej.
Chwile później natknąłem się na taką oto tablicę
 Bardzo ciekawe prawda ?? A droga obok wygląda tak
Nigdy jakoś szczególnie  nie przejmowałem się tablicami informacyjnymi
więc pojechałem tą droga którą kiedyś bardzo przyjemnie dojeżdżało się do M1
Zatrzymałem się jeszcze na moście na chwilę by obfocić ewentualne pociągi niestety nieciekawe łyse towarzystwo w dresach szło w moim kierunku, oni chyba też nie interesują się informacjami na tablicach informacyjnych, tak więc depnąłem i już mnie nie było droga kończy się niespodziewanie płotem i wielką skarpa  na dnie której jest parking i sortownia poczty żeby się wydostać z tej drogi trzeba zjechać z dość stromego zbocza ale w naszym fachu niema strachu i po chwili byłem na dole.
Następnie pojechałem stronę parku im Jana Pawła II by przysiąść niestety tłumy wszędzie i nawet nie  zsiadłem z roweru, pojechałem dalej na most i ustrzeliłem w końcu coś ciekawego.


Następnie pojechałem w stronę Multikina i skręciłem w lewo na osiedla domków, przejechałem przez nie i wyjechałem na Mikulczyckiej następnie pojechałem na przez stawy i tam przy odpowiednim w końcu świetle
uczyniłem te oto foto w liczbie 5




Podjechałem potem jeszcze na chwilę na most kolo przejazdu kolejowego z którego często uwieczniamy z kolegą z blogu obok pociągi i inne stworzenia szynowe ale tam niestety już ktoś miejscówkę zajął, więc zrobiłem zdjęcia przejazdu i Koksowni Jadwiga z oddali.
Tak na koniec wyglądając dziś za okno nasuwa mi się stwierdzenie piękną mamy zimę tej wiosny.

Pozdro

czwartek, 1 kwietnia 2010

Kolejny instruktaż

Skoro na razie i tak nic ciekawszego nie mam do roboty bo mimo słońca na dworze panuje zimno przenikliwe to napiszę kolejny post z cyklu jak to rozkręcić i złożyć żeby potem działało dziś pora na kasetę.
Oczywiście nie muszę chyba przypominać że wszystko robicie na własną odpowiedzialność, a moje instruktaże traktujcie bardziej jako ciekawostkę.

No to zaczynamy
Ustawiając tylną przerzutkę zauważyłem że kaseta dziwnie faluje gdy koło się kręci a kaseta stoi, objaw podobny do krzywej osi, podejrzewałem wadę produkcyjną ale żeby zobaczyć jak zachowuje się bębenek na który założona jest kaseta trzeba najpierw tą kasetę zdjąć co jest oczywiście prosta czynnością jeżeli posiada się  odpowiednie narzędzia. Ja niestety posiadam tylko jedno z dwóch potrzebnych narzędzi, to znaczy posiadam klucz do kasety i tu zaczynają się schody że tak powiem pewnego czasu gdy jeszcze składałem rower musiałem kupić klucz do kaset, by kasetę przykręcić i nie korzystać z serwisów. Tak więc poszedłem do sklepu i poprosiłem o klucz do kaset po czym uprzejmy pan podał mi ów klucz. Malutka rurka z śrubą i wypustkami z drugiej strony pytam o cenę i tu moje zdziwienie powyżej 30zł tak sobie myślę no cóż drogo ale trzeba kupić bo w serwisie też tyle mi zaśpiewają za jednorazową  usługę, ale jako że mój mózg jeździ dziwnymi torami i wietrzy spisek na każdym polu, postanowiłem sprawdzić jak wygląda klucz do wolnobiegu pytam się miłego pana czy ma może klucze do wolnobiegu, pod pretekstem że niby takowe koło też muszę obsłużyć, sprzedawca daje mi drugi z pozoru identyczny klucz w cenie uwaga 12zł, porównuje obydwa klucze i zdaje sobie sprawę że te klucze są  identyczne. Tak więc odkładam klucz do kasety i pytam się czym te klucze się w ogóle różnią?? Uprzejmy pan mówi mi że w sumie niczym ale ząbki mogą być delikatnie inaczej ustawione i ten klucz po 12 może nie  pasować a ten taki sam za 38 albo 48 już będzie pasował  na pewno tak więc wziąłem ten tańszy do wolnobiegu i wiecie co?? pasował do kasety idealnie :D oszczędziłem trochę grosza  i mam klucz uniwersalny. Jeżeli nie wierzycie podam wam dwa linki do pewnego sklepu internetowego nie będę ukrywał to pierwszy lepszy po wpisaniu w google klucz do kasety
Wolnobieg
Kaseta
Dziwne podobieństwo prawda ?? no i trochę mniejsze przebicie cenowe. Swoją droga mój klucz wygląda identycznie.

Tak więc morał z tego taki nie dajcie się naciągnąć sprawdźcie, porównajcie, i zastanówcie się czy nie warto oszczędzić trochę.
Ok skoro mamy już klucz do wolnobiegu/kasety  to potrzebujemy jeszcze jednego klucza, choć trudno to nazwać kluczem to bardziej przyrząd. Jest to tak zwany bacik, nazwa wzięła się z jego wyglądu przypominającego bat. Składa się z paska metalu do którego przymocowane są dwa kawałki łańcucha, służy do trzymania kasety podczas jej wykręcania ale tylko podczas wykręcania bo przy przykręcaniu jest zbędny. Jako że zakładałem że rower będę składać a nie rozkładać to w liście zakupów pominąłem ten przyrząd.
Można go zrobić samemu z kawałka tzw bednarki (pasek blachy służący to połączenia instalacji odgromowej z gruntem, ewentualnie taki sam pasek blachy służący bednarzowi do wzmocnienia beczki metalowym pierścieniem to właściwie taki sam element) i kawałka starego łańcucha z roweru jako że konstrukcji takich jest pełno na internecie nie będę się rozpisywał jak takowe dzieło stworzyć. Ja niestety cierpię na brak zbędnego łańcucha więc takowego ustrojstwa nie zmontowałem a wydawać kasy na oryginał nie zamierzam. Mam inne sposoby na zdjęcie kasety.

Tak więc wracamy do zdejmowania kasety, by zablokować kasetę możemy użyć dłoni owiniętej w szmatę.
Tak  więc szmata jest po to by kaseta nie rozcięła nam dłoni gdy będzie próbowała się obrócić, ja dodatkowo między dwa zęby a szprychy wsadziłem kciuk rzecz jasna przez szmatę, to pozwala dość dobrze zblokować kasetę i jednocześnie jej nie uszkodzić, gdy już zblokujemy kasetę paroma silnymi ruchami próbujemy odkręcić nakrętkę, mówię o szybkich mocnych ruchach ponieważ miedzy nakrętką a kaseta są ząbki które się nawzajem zazębiają i potrzeba sporego momentu obrotowego by ząbki zaczęły przeskakiwać po pierwszych 3 lub 4 cyknięciach nakrętka schodzi już całkiem ładnie.
Zdjęcia ręki w ścierce niestety nie mam bo jeszcze nie wyrosła mi 3 ręka do obsługi aparatu przy innych czynnościach
Jak widać nakrętka po poluzowaniu odkręca się w palcach 
Następnie ściągamy koronki jedna po drugiej 
Następna koronka

 i tu ciekawostka pierwsze dwie koronki mają zintegrowane dystanse za to kolejna ma już osobny dystans z plastiku
Po zdjęciu tego dystansu zdejmujemy resztę koronek jako jedną część
U mnie akurat jest komplet 6 w jednej części ale w innych modelach kaset może być inaczej i np wszystkie koronki będą osobno
Tak wygląda sam bębenek na zdjęciu tego nie widać ale wielowypust czy jak to się zwie ma w jednym miejscu wypust nieco przesunięty względem reszty to po to by przy montażu koronki układały się w jednym ciągu  i lepiej łapały kolejne przełożenia 
Tak wyglądają koronki osobno mając je luzem można je łatwo oczyścić przy jednej okazji
Skoro już zdemontowaliśmy kasetę, możemy się przyjrzeć bębenkowi czy to on jest krzywy czy to coś głębiej, w moim przypadku po oględzinach stwierdziłem iż ten typ tak po prostu ma, ot wada konstrukcyjna muszę z tym jakoś żyć, ta wada jest w sumie niewyczuwalna podczas jazdy ani nie jest widoczna przy normalnym użytkowaniu to za tym idzie po co rozbebeszać pół piasty. Skoro działa nie trzeba tego poprawiać.
Składanie tego całego ustrojstwa jest banalnie proste,  delikatnie  smarujemy bębenek z tego samego powodu co suport w poprzednim poście, i zakładamy w odwróconej kolejności względem rozbierania. Nie da się tego źle założyć dzięki wielowypustowi pamiętajcie jedynie o tym że ostatnie dwie koronki mają własny dystans który zakłada się w kierunku od siebie czyli w dystansem w stronę koła. Na sam koniec zakręcamy nakrętkę smarując ją wcześniej  delikatnie, po czym przykręcamy ją palcami do wyczuwalnego oporu. To ważne by wszystkie śruby i nakrętki najpierw przykręcać palcami, z prostego powodu gdy użyjemy klucza od razu może i będzie szybciej ale przez klucz nie wyczujemy czy nam się nakrętka tudzież śruba dobrze ułożyła. Wyobraźcie sobie że przykręcacie kluczem, nakrętka może wejść krzywo i będzie się wkręcać bo gwint jest cienki a sama nakrętka jest wykonana z dość miękkiego materiału przez klucz nawet nie poczujecie. Ale jak nakrętka dojdzie do końca to się okaże że nie możecie jej dokręcić bo ścięliście gwint, mało tego nawet jeżeli się jako tako trzyma to na pewno nie wytrzyma wszystkich obciążeń jakim ją poddacie. Jeżeli już udało wam się przykręcić palcami nakrętkę do oporu to przy dokręcaniu także zachowajcie ostrożność, bo gwint zerwać jest bardzo łatwo jeżeli macie klucz dynamometryczny użyjcie go, na nakrętkach markowych podzespołów jest napisana siła z jaką powinno się je dokręcać. Oczywiście nie jesteśmy fachowcami i nie mamy takich zaawansowanych narzędzi więc prosta metoda, u mnie przy dokręcaniu kasety kierowałem się słuchem tak tak słuchem jak zapewne pamiętacie na nakrętce i kasecie są zęby, które przy dokręcaniu cykają u mnie było to koło 6 kliknięć no może 7 bo na początku trochę się ząbki się o siebie otarły co było bardziej wyczuwalne niż słyszalne, ale pamiętajcie sami musicie dojść do tego jak mocno kasetę przykręcić.
To tyle na dziś miłej zabawy  i Pozdro