No i już chyba wiem co mi cykało w napędzie tyle że o chyba nie była korba lub suport jak wcześniej myślałem i rozbierałem bez sensu i prawie rozwaliłem jedną ze śrub w korbie.
No i teraz pytanie z serii popatrz na obrazek i powiedz co jest z tą ketą nie tak
Znaleźliście już ??
Nie?? ja też nie widziałem wcześniej puki ojciec mnie nie oświecił i nie powiedział że to może być suchy łańcuch, jako że starsi zazwyczaj maja rację przez doświadczenie, to postanowiłem użyć środka zapobiegawczego w formie oleju do łańcucha (co prawda oleju do łańcucha z piły łańcuchowej ale w pile też łatwego żywota niema).
No cóż odpinam spinkę, zdejmuję łańcuch, wsadzam do puszki, zalewam olejem i mieszam aż się ładnie nasączy , no cóż potem wyjmuję i czyszczę tak żeby nie syfił wszystkiego w koło i jak się okazało jedno ogniwo musiało strzelić jak testowałem rowerek w zimie.
No to teraz muszę sprawić sobie nowy łańcuch bo na masę krytyczną trzeba jechać w końcu. Obiecuje sobie i obiecuje a nigdy się wybrać nie mogę.
Poza tym nasuwa mi się taka myśl, jak to teraz łańcuchy robią że po niecałych 200km szlak je trafia.
niedziela, 4 kwietnia 2010
piątek, 2 kwietnia 2010
W poszukiwaniu światła
Jako że pogoda dnia wczorajszego była bardzo ładna, ani jednej chmurki, że tak powiem cud miód i malina, tylko wiało trochę co skutecznie utrudniało jazdę, za cel obrałem plac krakowski w Gliwicach, bo jak niektórzy wiedzą mam zamiar w przyszły piątek jechać na masę krytyczną, więc trzeba sobie upatrzyć dogodną trasę tam i nazat no i przy okazji sprawdzić czy drogą którą odkryłem w zeszłym roku (nie śmiać się!! że w okolicy to nie znaczy ze muszę ją znać) dojadę do Gliwic do ścieżki rowerowej którą pokulam dalej. Tak wiec wyruszyłem dość późno bo o 15 z groszami no i czasu miałem mało szczególnie że chciałem też podjechać na Mikulczyckie stawy w sprzyjającym świetle obfocić co nie co.
Podróż zacząłem ulicą leśna przejechałem przez las i wyjechałem w Szałszy gdzie zatrzymałem się na chwilę i spłodziłem parę fotek.
Następnie mijając budowę drogi jechałem, prosto w stronę Żerników przez nie tez jechałem cały czas prosto łamiąc po drodze przepisy i jadąc jednokierunkową pod prąd :) ale co się będę i tak rzadko kto tam jeździ.
Następnie pojechałem dalej i skręciłem ulicę Karola Szymanowskiego i tu właśnie ten nieznany dla mnie kawałek, tzn nieznany do połowy bo w zeszłym roku gdy było już zimno i się ściemniało dojechałem do lasu i zawróciłem bo nie znałem tej drogi i wolałem nie ryzykować jazdy po ciemku w z zimie bez konkretnego oświetlenia i znajomości terenu. Wczoraj już bez obaw pojechałem bo pogoda zacna temperatura ok a do tego w lesie nie wieje, no i nie zapominajmy o nowym asfalcie na drodze tak więc same plusy. Jazda upłynęła mi całkiem przyjemnie mimo że było pod górkę w końcu dotarłem do połowy drogi i zatrzymałem się na moście, by pstryknąć parę fotek praz drogowych i przy okazji zrobić zdjęcie drogi którą jechałem bo nie znalazłem na jej świeżym odcinku żadnej dziury co w naszym pięknym kraju jest nie lada wyczynem.
Jadąc dalej było tylko lepiej bo było lekko z górki, więc jak dla mnie super raźnie pedałowałem co objawiło się 50 na liczniku przez parę sekund co jak na moją lichą kondycję i ogólny opór powietrza jaki stwarzam samym sobą jest wynikiem prawie nie możliwym.
Wszystko co dobre szybko się kończy więc i ta ulica się skończyła, i wyjechałem na ulicy Chorzowskiej a tam już jest ścieżka rowerowa, więc trzeba z niej skorzystać. Jechałem dalej Chorzowską po czym skręciłem na most nad torami kolejowymi gdzie się zatrzymałem i oczywiście uwieczniłem pociągi.
Następnie jechałem dalej i zatrzymałem się na skrzyżowaniu Jagiellońskiej i Częstochowskiej no i muszę przyznać ze się trochę pogubiłem wiedziałem gdzie jestem i w ogóle ale zupełnie wyleciało mi z głowy jak dojechać na plac Krakowski tzn po 2 min zastanowienia już mniej więcej kojarzyłem i wiedziałem że z miejsca w którym się znajduję mogę jechać prosto wzdłuż Częstochowskiej ale nie kojarzyłem jak daleko jest do placu i czy wystarczy mi czasu na złapanie światła na stawach poza tym nie ma puki co przedniej lampki więc po co ryzykować powrotem po zmroku.
Postanowiłem wracać tą samą drogą jaką przyjechałem no i tak też zrobiłem powrót poszedł mi jeszcze szybciej bo z powrotem za mostem na którym robiłem fotki drogowców jest jeszcze bardziej stromo, więc prędkość wyniosła 52,18 ale nie wiem czy to moja masa mnie tak niosła, czy siła mięśni ale wiem na pewno że 52 km na godzinę to bariera której raczej nie pokonam z powodu zbyt dużego oporu powietrza. Przy tej prędkości mało nie zaliczyłem gleby, gdyż jadąc już 50km/h jakieś 30 albo 40 cm od krawędzi jezdni zagapiłem się na dwie bardzo ładne bikerki :D jadące w przeciwnym kierunku a baikerka w pełnym stroju kolarskim to naprawdę piękny widok, no a już dwie to powód by spojrzeć dłużej i to mało mnie nie zgubiło ponieważ nieświadomy niczego lekko zbliżałem się do brzegu asfaltu, dziewczyny też zwróciły na mnie uwagę ale to chyba przez dźwięk opon, bo na asfalcie przy większych prędkościach przypominają rój szerszeni. Na szczęście w ostatniej chwili odbiłem trochę i wróciłem na swój tor jazdy ojjj co by to było jak bym nagle najechał na krawędź asfaltu a potem to już tylko do zalanego wodą rowu, chociaż przy tej prędkości rower pewnie by został w rowie a ja poleciał bym dalej siła rozpędu.
No nic jechałem dalej i postanowiłem sprawdzić przejezdność ścieżki rowerowej z Żerników do kąpieliska leśnego w Maciejowie. Tak więc pojechałem i moim oczom ukazała się tabliczka z ładnym znaczkiem roweru i napisem objazd dla ścieżki rowerowej do ulicy jakieś tam i adekwatna strzałeczka jadę kawałek dalej i co widzę ?? Stadko rowerzystów było ich koło 10 czyli dość spora ekipa ale w większości osoby w wieku 50+ i dzieci więc chyba rodzinne wypady na rower. Stali przed byłą ścieżką rowerową i nie wiedzieli jak przejechać na druga stronę tak się składa że przypomniałem sobie o strzałce przy objeździe więc skręciłem zgodnie z jej kierunkiem i przyuważyłem kawałek drogi, niby to przygotowanej pod objazd dla rowerów zatrzymałem się na chwilę i z tłumu usłyszałem pytanie "czy da się tam przejechać" więc odrzekłem "nie będzie łatwo ale chyba się da" kolejne pytanie z tłumu "czy dzieci przejada" zanim zdążyłem odpowiedzieć dzieci opowiedziały się że dadzą radę, tak więc pojechałem jako przewodnik sporo przed resztą która czekała na to czy mi się uda ale mimo kolein po koparce i lekko błotnistego terenu dałem radę, ale za zakrętem czaił się beczkowóz który staną na środku już normalnej ścieżki, zostawiając 40cm miedzy swoim ogromem a głębokim rowem. Jak wiecie mam baaardzo szeroką kierownice i miałem pewne problemy. Ale przejechałem pomachałem do ludzi z drugiej strony i ruszyli jak się okazało za beczkowozem stała kolejna gromadka rowerzystów która znów uraczyła mnie pytaniem "czy da się tam przejechać" i znowu moja odpowiedź "jak widać mi się udało ale łatwo nie było" podziękowali ładnie i ruszyli.
Pojechałem więc dalej swoją drogą zostawiając za sobą beczkowóz i ludzi ale zatrzymałem się za chwile i zrobiłem fotkę
Po drodze jechał jeszcze jeden kolaż w markowym stroju i sprzęcie i przywitał się ze mną w biegu i do dziś zachodzę w głowę czy mnie znał czy po prostu kolarska uprzejmość ?? Odpowiedziałem mu ale mógł nie usłyszeć w sumie minęliśmy się szybko ot taka zagwozdka. Jechałem dalej by obejrzeć Szyb Maciej gdzie to w razie potrzeby można się napić źródlanej wody prosto z kranu :D
Jadąc dalej uwieczniłem stary most kolejowy
Pod mostem skręciłem w lewo i jechałem aż do przejazdu pod DK88 i dalej przez osiedle aż do oczyszczalni ścieków przy której skręciłem w lewo. Po chwili przejechałem rzez osiedle i koło szkoły na Franciszkańskiej.
Chwile później natknąłem się na taką oto tablicę
Bardzo ciekawe prawda ?? A droga obok wygląda tak
Nigdy jakoś szczególnie nie przejmowałem się tablicami informacyjnymi
więc pojechałem tą droga którą kiedyś bardzo przyjemnie dojeżdżało się do M1
Zatrzymałem się jeszcze na moście na chwilę by obfocić ewentualne pociągi niestety nieciekawe łyse towarzystwo w dresach szło w moim kierunku, oni chyba też nie interesują się informacjami na tablicach informacyjnych, tak więc depnąłem i już mnie nie było droga kończy się niespodziewanie płotem i wielką skarpa na dnie której jest parking i sortownia poczty żeby się wydostać z tej drogi trzeba zjechać z dość stromego zbocza ale w naszym fachu niema strachu i po chwili byłem na dole.
Następnie pojechałem stronę parku im Jana Pawła II by przysiąść niestety tłumy wszędzie i nawet nie zsiadłem z roweru, pojechałem dalej na most i ustrzeliłem w końcu coś ciekawego.
Następnie pojechałem w stronę Multikina i skręciłem w lewo na osiedla domków, przejechałem przez nie i wyjechałem na Mikulczyckiej następnie pojechałem na przez stawy i tam przy odpowiednim w końcu świetle
uczyniłem te oto foto w liczbie 5
Podjechałem potem jeszcze na chwilę na most kolo przejazdu kolejowego z którego często uwieczniamy z kolegą z blogu obok pociągi i inne stworzenia szynowe ale tam niestety już ktoś miejscówkę zajął, więc zrobiłem zdjęcia przejazdu i Koksowni Jadwiga z oddali.
Tak na koniec wyglądając dziś za okno nasuwa mi się stwierdzenie piękną mamy zimę tej wiosny.
Pozdro
Podróż zacząłem ulicą leśna przejechałem przez las i wyjechałem w Szałszy gdzie zatrzymałem się na chwilę i spłodziłem parę fotek.
Następnie mijając budowę drogi jechałem, prosto w stronę Żerników przez nie tez jechałem cały czas prosto łamiąc po drodze przepisy i jadąc jednokierunkową pod prąd :) ale co się będę i tak rzadko kto tam jeździ.
Następnie pojechałem dalej i skręciłem ulicę Karola Szymanowskiego i tu właśnie ten nieznany dla mnie kawałek, tzn nieznany do połowy bo w zeszłym roku gdy było już zimno i się ściemniało dojechałem do lasu i zawróciłem bo nie znałem tej drogi i wolałem nie ryzykować jazdy po ciemku w z zimie bez konkretnego oświetlenia i znajomości terenu. Wczoraj już bez obaw pojechałem bo pogoda zacna temperatura ok a do tego w lesie nie wieje, no i nie zapominajmy o nowym asfalcie na drodze tak więc same plusy. Jazda upłynęła mi całkiem przyjemnie mimo że było pod górkę w końcu dotarłem do połowy drogi i zatrzymałem się na moście, by pstryknąć parę fotek praz drogowych i przy okazji zrobić zdjęcie drogi którą jechałem bo nie znalazłem na jej świeżym odcinku żadnej dziury co w naszym pięknym kraju jest nie lada wyczynem.
Jadąc dalej było tylko lepiej bo było lekko z górki, więc jak dla mnie super raźnie pedałowałem co objawiło się 50 na liczniku przez parę sekund co jak na moją lichą kondycję i ogólny opór powietrza jaki stwarzam samym sobą jest wynikiem prawie nie możliwym.
Wszystko co dobre szybko się kończy więc i ta ulica się skończyła, i wyjechałem na ulicy Chorzowskiej a tam już jest ścieżka rowerowa, więc trzeba z niej skorzystać. Jechałem dalej Chorzowską po czym skręciłem na most nad torami kolejowymi gdzie się zatrzymałem i oczywiście uwieczniłem pociągi.
Następnie jechałem dalej i zatrzymałem się na skrzyżowaniu Jagiellońskiej i Częstochowskiej no i muszę przyznać ze się trochę pogubiłem wiedziałem gdzie jestem i w ogóle ale zupełnie wyleciało mi z głowy jak dojechać na plac Krakowski tzn po 2 min zastanowienia już mniej więcej kojarzyłem i wiedziałem że z miejsca w którym się znajduję mogę jechać prosto wzdłuż Częstochowskiej ale nie kojarzyłem jak daleko jest do placu i czy wystarczy mi czasu na złapanie światła na stawach poza tym nie ma puki co przedniej lampki więc po co ryzykować powrotem po zmroku.
Postanowiłem wracać tą samą drogą jaką przyjechałem no i tak też zrobiłem powrót poszedł mi jeszcze szybciej bo z powrotem za mostem na którym robiłem fotki drogowców jest jeszcze bardziej stromo, więc prędkość wyniosła 52,18 ale nie wiem czy to moja masa mnie tak niosła, czy siła mięśni ale wiem na pewno że 52 km na godzinę to bariera której raczej nie pokonam z powodu zbyt dużego oporu powietrza. Przy tej prędkości mało nie zaliczyłem gleby, gdyż jadąc już 50km/h jakieś 30 albo 40 cm od krawędzi jezdni zagapiłem się na dwie bardzo ładne bikerki :D jadące w przeciwnym kierunku a baikerka w pełnym stroju kolarskim to naprawdę piękny widok, no a już dwie to powód by spojrzeć dłużej i to mało mnie nie zgubiło ponieważ nieświadomy niczego lekko zbliżałem się do brzegu asfaltu, dziewczyny też zwróciły na mnie uwagę ale to chyba przez dźwięk opon, bo na asfalcie przy większych prędkościach przypominają rój szerszeni. Na szczęście w ostatniej chwili odbiłem trochę i wróciłem na swój tor jazdy ojjj co by to było jak bym nagle najechał na krawędź asfaltu a potem to już tylko do zalanego wodą rowu, chociaż przy tej prędkości rower pewnie by został w rowie a ja poleciał bym dalej siła rozpędu.
No nic jechałem dalej i postanowiłem sprawdzić przejezdność ścieżki rowerowej z Żerników do kąpieliska leśnego w Maciejowie. Tak więc pojechałem i moim oczom ukazała się tabliczka z ładnym znaczkiem roweru i napisem objazd dla ścieżki rowerowej do ulicy jakieś tam i adekwatna strzałeczka jadę kawałek dalej i co widzę ?? Stadko rowerzystów było ich koło 10 czyli dość spora ekipa ale w większości osoby w wieku 50+ i dzieci więc chyba rodzinne wypady na rower. Stali przed byłą ścieżką rowerową i nie wiedzieli jak przejechać na druga stronę tak się składa że przypomniałem sobie o strzałce przy objeździe więc skręciłem zgodnie z jej kierunkiem i przyuważyłem kawałek drogi, niby to przygotowanej pod objazd dla rowerów zatrzymałem się na chwilę i z tłumu usłyszałem pytanie "czy da się tam przejechać" więc odrzekłem "nie będzie łatwo ale chyba się da" kolejne pytanie z tłumu "czy dzieci przejada" zanim zdążyłem odpowiedzieć dzieci opowiedziały się że dadzą radę, tak więc pojechałem jako przewodnik sporo przed resztą która czekała na to czy mi się uda ale mimo kolein po koparce i lekko błotnistego terenu dałem radę, ale za zakrętem czaił się beczkowóz który staną na środku już normalnej ścieżki, zostawiając 40cm miedzy swoim ogromem a głębokim rowem. Jak wiecie mam baaardzo szeroką kierownice i miałem pewne problemy. Ale przejechałem pomachałem do ludzi z drugiej strony i ruszyli jak się okazało za beczkowozem stała kolejna gromadka rowerzystów która znów uraczyła mnie pytaniem "czy da się tam przejechać" i znowu moja odpowiedź "jak widać mi się udało ale łatwo nie było" podziękowali ładnie i ruszyli.
Pojechałem więc dalej swoją drogą zostawiając za sobą beczkowóz i ludzi ale zatrzymałem się za chwile i zrobiłem fotkę
Po drodze jechał jeszcze jeden kolaż w markowym stroju i sprzęcie i przywitał się ze mną w biegu i do dziś zachodzę w głowę czy mnie znał czy po prostu kolarska uprzejmość ?? Odpowiedziałem mu ale mógł nie usłyszeć w sumie minęliśmy się szybko ot taka zagwozdka. Jechałem dalej by obejrzeć Szyb Maciej gdzie to w razie potrzeby można się napić źródlanej wody prosto z kranu :D
Jadąc dalej uwieczniłem stary most kolejowy
Pod mostem skręciłem w lewo i jechałem aż do przejazdu pod DK88 i dalej przez osiedle aż do oczyszczalni ścieków przy której skręciłem w lewo. Po chwili przejechałem rzez osiedle i koło szkoły na Franciszkańskiej.
Chwile później natknąłem się na taką oto tablicę
Bardzo ciekawe prawda ?? A droga obok wygląda tak
Nigdy jakoś szczególnie nie przejmowałem się tablicami informacyjnymi
więc pojechałem tą droga którą kiedyś bardzo przyjemnie dojeżdżało się do M1
Zatrzymałem się jeszcze na moście na chwilę by obfocić ewentualne pociągi niestety nieciekawe łyse towarzystwo w dresach szło w moim kierunku, oni chyba też nie interesują się informacjami na tablicach informacyjnych, tak więc depnąłem i już mnie nie było droga kończy się niespodziewanie płotem i wielką skarpa na dnie której jest parking i sortownia poczty żeby się wydostać z tej drogi trzeba zjechać z dość stromego zbocza ale w naszym fachu niema strachu i po chwili byłem na dole.
Następnie pojechałem stronę parku im Jana Pawła II by przysiąść niestety tłumy wszędzie i nawet nie zsiadłem z roweru, pojechałem dalej na most i ustrzeliłem w końcu coś ciekawego.
Następnie pojechałem w stronę Multikina i skręciłem w lewo na osiedla domków, przejechałem przez nie i wyjechałem na Mikulczyckiej następnie pojechałem na przez stawy i tam przy odpowiednim w końcu świetle
uczyniłem te oto foto w liczbie 5
Podjechałem potem jeszcze na chwilę na most kolo przejazdu kolejowego z którego często uwieczniamy z kolegą z blogu obok pociągi i inne stworzenia szynowe ale tam niestety już ktoś miejscówkę zajął, więc zrobiłem zdjęcia przejazdu i Koksowni Jadwiga z oddali.
Tak na koniec wyglądając dziś za okno nasuwa mi się stwierdzenie piękną mamy zimę tej wiosny.
Pozdro
czwartek, 1 kwietnia 2010
Kolejny instruktaż
Skoro na razie i tak nic ciekawszego nie mam do roboty bo mimo słońca na dworze panuje zimno przenikliwe to napiszę kolejny post z cyklu jak to rozkręcić i złożyć żeby potem działało dziś pora na kasetę.
Oczywiście nie muszę chyba przypominać że wszystko robicie na własną odpowiedzialność, a moje instruktaże traktujcie bardziej jako ciekawostkę.
No to zaczynamy
Ustawiając tylną przerzutkę zauważyłem że kaseta dziwnie faluje gdy koło się kręci a kaseta stoi, objaw podobny do krzywej osi, podejrzewałem wadę produkcyjną ale żeby zobaczyć jak zachowuje się bębenek na który założona jest kaseta trzeba najpierw tą kasetę zdjąć co jest oczywiście prosta czynnością jeżeli posiada się odpowiednie narzędzia. Ja niestety posiadam tylko jedno z dwóch potrzebnych narzędzi, to znaczy posiadam klucz do kasety i tu zaczynają się schody że tak powiem pewnego czasu gdy jeszcze składałem rower musiałem kupić klucz do kaset, by kasetę przykręcić i nie korzystać z serwisów. Tak więc poszedłem do sklepu i poprosiłem o klucz do kaset po czym uprzejmy pan podał mi ów klucz. Malutka rurka z śrubą i wypustkami z drugiej strony pytam o cenę i tu moje zdziwienie powyżej 30zł tak sobie myślę no cóż drogo ale trzeba kupić bo w serwisie też tyle mi zaśpiewają za jednorazową usługę, ale jako że mój mózg jeździ dziwnymi torami i wietrzy spisek na każdym polu, postanowiłem sprawdzić jak wygląda klucz do wolnobiegu pytam się miłego pana czy ma może klucze do wolnobiegu, pod pretekstem że niby takowe koło też muszę obsłużyć, sprzedawca daje mi drugi z pozoru identyczny klucz w cenie uwaga 12zł, porównuje obydwa klucze i zdaje sobie sprawę że te klucze są identyczne. Tak więc odkładam klucz do kasety i pytam się czym te klucze się w ogóle różnią?? Uprzejmy pan mówi mi że w sumie niczym ale ząbki mogą być delikatnie inaczej ustawione i ten klucz po 12 może nie pasować a ten taki sam za 38 albo 48 już będzie pasował na pewno tak więc wziąłem ten tańszy do wolnobiegu i wiecie co?? pasował do kasety idealnie :D oszczędziłem trochę grosza i mam klucz uniwersalny. Jeżeli nie wierzycie podam wam dwa linki do pewnego sklepu internetowego nie będę ukrywał to pierwszy lepszy po wpisaniu w google klucz do kasety
Wolnobieg
Kaseta
Dziwne podobieństwo prawda ?? no i trochę mniejsze przebicie cenowe. Swoją droga mój klucz wygląda identycznie.
Tak więc morał z tego taki nie dajcie się naciągnąć sprawdźcie, porównajcie, i zastanówcie się czy nie warto oszczędzić trochę.
Ok skoro mamy już klucz do wolnobiegu/kasety to potrzebujemy jeszcze jednego klucza, choć trudno to nazwać kluczem to bardziej przyrząd. Jest to tak zwany bacik, nazwa wzięła się z jego wyglądu przypominającego bat. Składa się z paska metalu do którego przymocowane są dwa kawałki łańcucha, służy do trzymania kasety podczas jej wykręcania ale tylko podczas wykręcania bo przy przykręcaniu jest zbędny. Jako że zakładałem że rower będę składać a nie rozkładać to w liście zakupów pominąłem ten przyrząd.
Można go zrobić samemu z kawałka tzw bednarki (pasek blachy służący to połączenia instalacji odgromowej z gruntem, ewentualnie taki sam pasek blachy służący bednarzowi do wzmocnienia beczki metalowym pierścieniem to właściwie taki sam element) i kawałka starego łańcucha z roweru jako że konstrukcji takich jest pełno na internecie nie będę się rozpisywał jak takowe dzieło stworzyć. Ja niestety cierpię na brak zbędnego łańcucha więc takowego ustrojstwa nie zmontowałem a wydawać kasy na oryginał nie zamierzam. Mam inne sposoby na zdjęcie kasety.
Tak więc wracamy do zdejmowania kasety, by zablokować kasetę możemy użyć dłoni owiniętej w szmatę.
Tak więc szmata jest po to by kaseta nie rozcięła nam dłoni gdy będzie próbowała się obrócić, ja dodatkowo między dwa zęby a szprychy wsadziłem kciuk rzecz jasna przez szmatę, to pozwala dość dobrze zblokować kasetę i jednocześnie jej nie uszkodzić, gdy już zblokujemy kasetę paroma silnymi ruchami próbujemy odkręcić nakrętkę, mówię o szybkich mocnych ruchach ponieważ miedzy nakrętką a kaseta są ząbki które się nawzajem zazębiają i potrzeba sporego momentu obrotowego by ząbki zaczęły przeskakiwać po pierwszych 3 lub 4 cyknięciach nakrętka schodzi już całkiem ładnie.
Skoro już zdemontowaliśmy kasetę, możemy się przyjrzeć bębenkowi czy to on jest krzywy czy to coś głębiej, w moim przypadku po oględzinach stwierdziłem iż ten typ tak po prostu ma, ot wada konstrukcyjna muszę z tym jakoś żyć, ta wada jest w sumie niewyczuwalna podczas jazdy ani nie jest widoczna przy normalnym użytkowaniu to za tym idzie po co rozbebeszać pół piasty. Skoro działa nie trzeba tego poprawiać.
Składanie tego całego ustrojstwa jest banalnie proste, delikatnie smarujemy bębenek z tego samego powodu co suport w poprzednim poście, i zakładamy w odwróconej kolejności względem rozbierania. Nie da się tego źle założyć dzięki wielowypustowi pamiętajcie jedynie o tym że ostatnie dwie koronki mają własny dystans który zakłada się w kierunku od siebie czyli w dystansem w stronę koła. Na sam koniec zakręcamy nakrętkę smarując ją wcześniej delikatnie, po czym przykręcamy ją palcami do wyczuwalnego oporu. To ważne by wszystkie śruby i nakrętki najpierw przykręcać palcami, z prostego powodu gdy użyjemy klucza od razu może i będzie szybciej ale przez klucz nie wyczujemy czy nam się nakrętka tudzież śruba dobrze ułożyła. Wyobraźcie sobie że przykręcacie kluczem, nakrętka może wejść krzywo i będzie się wkręcać bo gwint jest cienki a sama nakrętka jest wykonana z dość miękkiego materiału przez klucz nawet nie poczujecie. Ale jak nakrętka dojdzie do końca to się okaże że nie możecie jej dokręcić bo ścięliście gwint, mało tego nawet jeżeli się jako tako trzyma to na pewno nie wytrzyma wszystkich obciążeń jakim ją poddacie. Jeżeli już udało wam się przykręcić palcami nakrętkę do oporu to przy dokręcaniu także zachowajcie ostrożność, bo gwint zerwać jest bardzo łatwo jeżeli macie klucz dynamometryczny użyjcie go, na nakrętkach markowych podzespołów jest napisana siła z jaką powinno się je dokręcać. Oczywiście nie jesteśmy fachowcami i nie mamy takich zaawansowanych narzędzi więc prosta metoda, u mnie przy dokręcaniu kasety kierowałem się słuchem tak tak słuchem jak zapewne pamiętacie na nakrętce i kasecie są zęby, które przy dokręcaniu cykają u mnie było to koło 6 kliknięć no może 7 bo na początku trochę się ząbki się o siebie otarły co było bardziej wyczuwalne niż słyszalne, ale pamiętajcie sami musicie dojść do tego jak mocno kasetę przykręcić.
To tyle na dziś miłej zabawy i Pozdro
Oczywiście nie muszę chyba przypominać że wszystko robicie na własną odpowiedzialność, a moje instruktaże traktujcie bardziej jako ciekawostkę.
No to zaczynamy
Ustawiając tylną przerzutkę zauważyłem że kaseta dziwnie faluje gdy koło się kręci a kaseta stoi, objaw podobny do krzywej osi, podejrzewałem wadę produkcyjną ale żeby zobaczyć jak zachowuje się bębenek na który założona jest kaseta trzeba najpierw tą kasetę zdjąć co jest oczywiście prosta czynnością jeżeli posiada się odpowiednie narzędzia. Ja niestety posiadam tylko jedno z dwóch potrzebnych narzędzi, to znaczy posiadam klucz do kasety i tu zaczynają się schody że tak powiem pewnego czasu gdy jeszcze składałem rower musiałem kupić klucz do kaset, by kasetę przykręcić i nie korzystać z serwisów. Tak więc poszedłem do sklepu i poprosiłem o klucz do kaset po czym uprzejmy pan podał mi ów klucz. Malutka rurka z śrubą i wypustkami z drugiej strony pytam o cenę i tu moje zdziwienie powyżej 30zł tak sobie myślę no cóż drogo ale trzeba kupić bo w serwisie też tyle mi zaśpiewają za jednorazową usługę, ale jako że mój mózg jeździ dziwnymi torami i wietrzy spisek na każdym polu, postanowiłem sprawdzić jak wygląda klucz do wolnobiegu pytam się miłego pana czy ma może klucze do wolnobiegu, pod pretekstem że niby takowe koło też muszę obsłużyć, sprzedawca daje mi drugi z pozoru identyczny klucz w cenie uwaga 12zł, porównuje obydwa klucze i zdaje sobie sprawę że te klucze są identyczne. Tak więc odkładam klucz do kasety i pytam się czym te klucze się w ogóle różnią?? Uprzejmy pan mówi mi że w sumie niczym ale ząbki mogą być delikatnie inaczej ustawione i ten klucz po 12 może nie pasować a ten taki sam za 38 albo 48 już będzie pasował na pewno tak więc wziąłem ten tańszy do wolnobiegu i wiecie co?? pasował do kasety idealnie :D oszczędziłem trochę grosza i mam klucz uniwersalny. Jeżeli nie wierzycie podam wam dwa linki do pewnego sklepu internetowego nie będę ukrywał to pierwszy lepszy po wpisaniu w google klucz do kasety
Wolnobieg
Kaseta
Dziwne podobieństwo prawda ?? no i trochę mniejsze przebicie cenowe. Swoją droga mój klucz wygląda identycznie.
Tak więc morał z tego taki nie dajcie się naciągnąć sprawdźcie, porównajcie, i zastanówcie się czy nie warto oszczędzić trochę.
Ok skoro mamy już klucz do wolnobiegu/kasety to potrzebujemy jeszcze jednego klucza, choć trudno to nazwać kluczem to bardziej przyrząd. Jest to tak zwany bacik, nazwa wzięła się z jego wyglądu przypominającego bat. Składa się z paska metalu do którego przymocowane są dwa kawałki łańcucha, służy do trzymania kasety podczas jej wykręcania ale tylko podczas wykręcania bo przy przykręcaniu jest zbędny. Jako że zakładałem że rower będę składać a nie rozkładać to w liście zakupów pominąłem ten przyrząd.
Można go zrobić samemu z kawałka tzw bednarki (pasek blachy służący to połączenia instalacji odgromowej z gruntem, ewentualnie taki sam pasek blachy służący bednarzowi do wzmocnienia beczki metalowym pierścieniem to właściwie taki sam element) i kawałka starego łańcucha z roweru jako że konstrukcji takich jest pełno na internecie nie będę się rozpisywał jak takowe dzieło stworzyć. Ja niestety cierpię na brak zbędnego łańcucha więc takowego ustrojstwa nie zmontowałem a wydawać kasy na oryginał nie zamierzam. Mam inne sposoby na zdjęcie kasety.
Tak więc wracamy do zdejmowania kasety, by zablokować kasetę możemy użyć dłoni owiniętej w szmatę.
Tak więc szmata jest po to by kaseta nie rozcięła nam dłoni gdy będzie próbowała się obrócić, ja dodatkowo między dwa zęby a szprychy wsadziłem kciuk rzecz jasna przez szmatę, to pozwala dość dobrze zblokować kasetę i jednocześnie jej nie uszkodzić, gdy już zblokujemy kasetę paroma silnymi ruchami próbujemy odkręcić nakrętkę, mówię o szybkich mocnych ruchach ponieważ miedzy nakrętką a kaseta są ząbki które się nawzajem zazębiają i potrzeba sporego momentu obrotowego by ząbki zaczęły przeskakiwać po pierwszych 3 lub 4 cyknięciach nakrętka schodzi już całkiem ładnie.
| Zdjęcia ręki w ścierce niestety nie mam bo jeszcze nie wyrosła mi 3 ręka do obsługi aparatu przy innych czynnościach |
| Jak widać nakrętka po poluzowaniu odkręca się w palcach |
| Następnie ściągamy koronki jedna po drugiej |
| Następna koronka |
| i tu ciekawostka pierwsze dwie koronki mają zintegrowane dystanse za to kolejna ma już osobny dystans z plastiku |
| Po zdjęciu tego dystansu zdejmujemy resztę koronek jako jedną część |
| U mnie akurat jest komplet 6 w jednej części ale w innych modelach kaset może być inaczej i np wszystkie koronki będą osobno |
| Tak wyglądają koronki osobno mając je luzem można je łatwo oczyścić przy jednej okazji |
Składanie tego całego ustrojstwa jest banalnie proste, delikatnie smarujemy bębenek z tego samego powodu co suport w poprzednim poście, i zakładamy w odwróconej kolejności względem rozbierania. Nie da się tego źle założyć dzięki wielowypustowi pamiętajcie jedynie o tym że ostatnie dwie koronki mają własny dystans który zakłada się w kierunku od siebie czyli w dystansem w stronę koła. Na sam koniec zakręcamy nakrętkę smarując ją wcześniej delikatnie, po czym przykręcamy ją palcami do wyczuwalnego oporu. To ważne by wszystkie śruby i nakrętki najpierw przykręcać palcami, z prostego powodu gdy użyjemy klucza od razu może i będzie szybciej ale przez klucz nie wyczujemy czy nam się nakrętka tudzież śruba dobrze ułożyła. Wyobraźcie sobie że przykręcacie kluczem, nakrętka może wejść krzywo i będzie się wkręcać bo gwint jest cienki a sama nakrętka jest wykonana z dość miękkiego materiału przez klucz nawet nie poczujecie. Ale jak nakrętka dojdzie do końca to się okaże że nie możecie jej dokręcić bo ścięliście gwint, mało tego nawet jeżeli się jako tako trzyma to na pewno nie wytrzyma wszystkich obciążeń jakim ją poddacie. Jeżeli już udało wam się przykręcić palcami nakrętkę do oporu to przy dokręcaniu także zachowajcie ostrożność, bo gwint zerwać jest bardzo łatwo jeżeli macie klucz dynamometryczny użyjcie go, na nakrętkach markowych podzespołów jest napisana siła z jaką powinno się je dokręcać. Oczywiście nie jesteśmy fachowcami i nie mamy takich zaawansowanych narzędzi więc prosta metoda, u mnie przy dokręcaniu kasety kierowałem się słuchem tak tak słuchem jak zapewne pamiętacie na nakrętce i kasecie są zęby, które przy dokręcaniu cykają u mnie było to koło 6 kliknięć no może 7 bo na początku trochę się ząbki się o siebie otarły co było bardziej wyczuwalne niż słyszalne, ale pamiętajcie sami musicie dojść do tego jak mocno kasetę przykręcić.
To tyle na dziś miłej zabawy i Pozdro
środa, 31 marca 2010
300Km na liczniku
Wczoraj podczas leniwej wycieczki z Mariuszem z zaprzyjaźnionego bloga, stuknęło mi na liczniku okrągłe 300Km. Nie jeździliśmy jakoś strasznie daleko w sumie to tylko okolica:
- Mikulczyckie stawy
- Przejazd kolejowy i most koło stawów
- Stawy most/śluza sprytnie ukryta za pętlą tramwajową na Zwrotniczej
- Oś. Młodego górnika
- Przejazd kolejowy koło koksowni Jadwiga i stary dworzec nieopodal
To w sumie niewiele parędziesiąt kilometrów kręcenia się w kółko, ale to nie zmienia faktu iż wycieczka ta pozwoliła nam jeszcze lepiej poznać okolice w której mieszkamy i "obfocić" parę pociągów przy okazji :D
Jako że mojemu rowerowi stuknęło 300Km to już można powiedzieć że to co miało się dotrzeć to się już dotarło na tyle by móc już powoli dokręcać co poniektóre części, tak więc przy tej okazji postaram się sprawić by mój blog miał też pewien przekaz edukacyjny oczywiście jeżeli chcecie się kierować tym instruktażem to proszę bardzo ale odpowiedzialność za ewentualne szkody bierzecie na siebie. Tak wiec zaczynamy.
Od pewnego czasu czyli około 150Km coś cykało mi w korbie (Hallowtech II) Jak się dowiedziałem cykanie to wynika z delikatnego poluzowania jednej z części supportu, po prostu podczas użytkowania nowego roweru tudzież nowego suportu w starym rowerze części układają się według własnego uznania, po prostu pracują. Tak więc objawem tej pracy w moim przypadku było cykanie przy naciskaniu na prawy pedał, było dość słyszalne ponieważ moja rama ma ciekawą tendencję do przenoszenia i wzmacniania każdego dźwięku uderzenia jako ciekawostkę mogę dodać że gdy rama była jeszcze "goła" i stuknęło się w tylny widelec, rama zachowywała się jak kamerton tyle że dźwięk był dość głośny ale miły dla ucha.
Wracając do problemu jadąc słyszałem cykanie z prawej strony suportu, czyli od strony zębatek korby, gdy temperatura była wyższa było to jedno cyknięcie przy każdym naciśnięciu, a gdy była niższa gdy jeździłem w zeszłym roku przy 5 góra 8 stopniach były to już 2 lub 3 cyknięcia, wiadomo rozszerzalność temperaturowa metali, wystarczy setna milimetra i spasowanie się zmienia.
Naprawa tego nie znośnego cykania jest banalnie prosta o ile zaopatrzymy się w odpowiednie narzędzia tj
Klucz do korby Hallowtech oraz mały plastikowy przyrząd do wyciągania plastikowego "dociągacza" ale może lepiej to zilustruje.
Gratulacje jeżeli niczego nie zepsuliście ani nie ukręciliście to na po postawieniu na koła roweru i przejechaniu 10km na próbę nie powinniście usłyszeć nic poza nienasmarowanym łańcuchem ale o tym kiedy indziej :D
- Mikulczyckie stawy
- Przejazd kolejowy i most koło stawów
- Stawy most/śluza sprytnie ukryta za pętlą tramwajową na Zwrotniczej
- Oś. Młodego górnika
- Przejazd kolejowy koło koksowni Jadwiga i stary dworzec nieopodal
To w sumie niewiele parędziesiąt kilometrów kręcenia się w kółko, ale to nie zmienia faktu iż wycieczka ta pozwoliła nam jeszcze lepiej poznać okolice w której mieszkamy i "obfocić" parę pociągów przy okazji :D
| TEM2 na przejeździe przy koksowni Jadwiga |
| To samo co wyżej tyle że na samym przejeździe |
| Tutaj także TEM2 ale to już widok z mostu na ulicy Kościuszki nad DK88 |
Od pewnego czasu czyli około 150Km coś cykało mi w korbie (Hallowtech II) Jak się dowiedziałem cykanie to wynika z delikatnego poluzowania jednej z części supportu, po prostu podczas użytkowania nowego roweru tudzież nowego suportu w starym rowerze części układają się według własnego uznania, po prostu pracują. Tak więc objawem tej pracy w moim przypadku było cykanie przy naciskaniu na prawy pedał, było dość słyszalne ponieważ moja rama ma ciekawą tendencję do przenoszenia i wzmacniania każdego dźwięku uderzenia jako ciekawostkę mogę dodać że gdy rama była jeszcze "goła" i stuknęło się w tylny widelec, rama zachowywała się jak kamerton tyle że dźwięk był dość głośny ale miły dla ucha.
Wracając do problemu jadąc słyszałem cykanie z prawej strony suportu, czyli od strony zębatek korby, gdy temperatura była wyższa było to jedno cyknięcie przy każdym naciśnięciu, a gdy była niższa gdy jeździłem w zeszłym roku przy 5 góra 8 stopniach były to już 2 lub 3 cyknięcia, wiadomo rozszerzalność temperaturowa metali, wystarczy setna milimetra i spasowanie się zmienia.
Naprawa tego nie znośnego cykania jest banalnie prosta o ile zaopatrzymy się w odpowiednie narzędzia tj
Klucz do korby Hallowtech oraz mały plastikowy przyrząd do wyciągania plastikowego "dociągacza" ale może lepiej to zilustruje.
| Tak wygląda lewa korba bez korka który jak widać leży na ziemi ale odradzam kładzenie rzeczy pokrytych smarem na ziemię z przyczyn oczywistych |
| Następnie kluczem inbusowym (ampulowym )w rozmiarze 5mm odkręcamy dwie śruby |
| Gdy wykręciliśmy już te dwie śrubki wystarczy zdjąć ramie korby ciągnąc je do siebie |
| tak wygląda sam suport |
| Po założeniu ramienia korby przykręcamy korek ręką (a nie zadnym metalowym ustrojstwem) na tyle mocno by korby nie miały luzu na boki |
| gdy zakręcimy już korek wkładamy podkładkę która wysypała nam się przy odkręcaniu i przykręcamy posmarowane wcześniej śruby |
| Śruby należy dokręcać z wyczuciem a nie na siłę bo nigdy nie wiecie kiedy wam się ta śruba urwie |
Gratulacje jeżeli niczego nie zepsuliście ani nie ukręciliście to na po postawieniu na koła roweru i przejechaniu 10km na próbę nie powinniście usłyszeć nic poza nienasmarowanym łańcuchem ale o tym kiedy indziej :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)