piątek, 12 sierpnia 2011

Jubileuszowa Zabrzańska Masa Krytyczna

Tak, tak, to już rok od czasu gdy pierwszy raz wyjechaliśmy całą masą na w miasto, by się pokazać i świetnie bawić. Tym razem z racji jubileuszu, wypadało mieć przebrania i różne inne ciekawe akcenty urozmaicające jazdę.
Na placu zebrało się około 120 osób, czyli niemały tłum. Sporo było również mediów. Widziałem fotografa z Dziennika Zachodniego, kamerę TVZ i wielu innych z bliżej niesprecyzowanych czasopism i gazet.
  Po przywitaniu, zaczęły się rozmowy i przygotowywanie rowerów do podróży,

 Z pomocą uszkodzonej lampce przyszło około 8 zipów i wygląda jak nowa :D W międzyczasie czasie na placu, robiło się coraz bardziej kolorowo.


 Aż o godzinie 18:00 Serafin na moim zabytkowym Simsonie Suhl z 1956, ogłosił start imprezy.
 Zaraz po tym cała grupa ruszyła na podbój miasta. Nie muszę chyba mówić że atmosfera była super jak zawsze ? :D













 Tym razem finał nie znajdował się na placu Wolności jak to zwykle bywa. Dziś zawitaliśmy na Zabytkowej kopalni Guido,





Starszy od mojego i dalej na chodzie, rocznik 1937. Piękna maszyna :D

 Gdzie dostaliśmy poczęstunek w formie grochówki i herbatę/kawę (niepotrzebne skreślić). Ponadto dostaliśmy także mapy/przewodniki, po zabrzańskich trasach rowerowych.
Po otwarciu mapy można się było śmiać albo płakać, mimo że wiedziałem o wszystkich obiektach rowerowych w moim mieście, i wiedziałem że jest ich mało, to dopiero ta mapa uświadomiła mi że w Zabrzu po za Mikulczycko-Rokitnickim odcinkiem ścieżki rowerowej nie mamy nic. Reszta to tylko kawałek wydzielonego chodnika po którym chodzą piesi, i kilka kawałków znikąd donikąd, które razem może będą miały może 1,5km no i oczywiście duma urzędu miejskiego, czyli niebieski szlak rowerowy, który (o ile się nic nie zmieniło, ale nic na to nie wskazuje) jest słabo oznakowany, przebiega przez chaszcze i dzikie wysypiska śmieci, że o niebezpiecznych odcinkach drogi w Makoszowach nie wspomnę. Rodzinki bym na to nie narażał.
Co nie zmienia faktu że mapa może się przydać i można na niej wytyczyć swoje szlaki :D

Nie imprezowaliśmy za długo bo w planach był już tradycyjny after na hałdzie, tym razem był to after the after :D
Nie chcąc  narażać na zniszczenia Simsona, ruszyliśmy z Serafinem i Piernikiem do w stronę domów, przebrać się i zmienić rower, po czym ruszyliśmy z kopyta do biedronki by kupić kiełbasę.
Potem to już tylko na hałdę i biesiadować ile wlezie :D
 I tak w dość licznej grupie, przy blasku księżyca,
 i ognichu
 Czekaliśmy na deszcz Perseidów. Niebo było bezchmurne więc spodziewaliśmy pięknych widoków, nie wiem jak innym ale mi udało się zauważyć tylko jedną spadającą gwiazdę.
Po pewnym czasie zaczęliśmy się rozjeżdżać do domów. Wraz z Piernikiem, wyruszyliśmy w okolicach godziny 23, zaliczając po drodze, na wysokości Mostostalu na Mikulczyckiej, chwilowy postój spowodowany kontrolą trzeźwości kierowców, jeszcze nigdy nie było mi dane dmuchać w alkomat ani w tą żółtą pałkę, więc byłem trochę ciekaw. Ale mili panowie Policjanci, gdy przyszła nasza kolej, powiedzieli że "Dziś rowerzyści mają odpust" :D Podziękowaliśmy ładnie i pojechaliśmy w dalszą drogę do domów.
Tak oto minęła mi trzynasta masa krytyczna w Zabrzu. Jak do tej pory mam stuprocentową frekwencję :D
Pozdro

wtorek, 9 sierpnia 2011

Zakręcony dzień

Cały dzień upływał mi pod znakiem koszenia i innych "przyjemności" ogrodowych. Gdy dochodziła godzina 16:00 na styk kończyłem wszystko co zacząłem i załapałem się na podwózkę pod halę Pogoni, gdzie zaprosił mnie Serafin na mecz piłki ręcznej.
Lekko spóźniony melduję się pod drzwiami, gdzie wita mnie Przyjaciel. Idziemy na trybuny gdzie rozsiadam się w z góry upatrzonej strategicznej pozycji. A Serafin idzie dalej wypełniać swoje służbowe obowiązki.
Ja w tym czasie obserwuje mecz.




Po meczu krótkie pożegnanie i wracam do domu. Z buta do centrum, gdzie jeszcze trafia mi się wizyta w Maku i dalej baną do domu.
Gdy tylko docieram i uruchamiam komputer, Serafin proponuje by pokręcić trochę na rowerze. Zgodziłem się i pojechaliśmy w bliżej niesprecyzowanym kierunku. Po drodze jednak czuję że rower z tyłu zrobił się podejrzanie wygodny, po organoleptycznym sprawdzeniu tylnego koła stwierdziłem dwie atmosfery na palec. Czyli wygodnie, ale z dużym prawdopodobieństwem dobicia opony do felgi nawet na progach spowalniających. Podjechaliśmy więc na BP niedaleko w pobliżu niebieskiego szlaku. Gdzie zatankowałem dodatkowe powietrze, w bliżej niesprecyzowanej ilości, bo manometr jak zwykle fałszował, albo przegiąłem i obrócił się dwa razy, co wydawało się prawdopodobne gdy wjechałem na pierwszy próg spowalniający i odczułem to na tylnej części ciała. Zakręty też jakieś takie nieprzyczepne się zrobiły, więc spuściłem połowę ciśnienia po drodze.
W tym samym momencie mijał nas pociąg i pociągi dziś obraliśmy sobie za cel. Do węzła kolejowego dojechaliśmy dość szybko i Serafin przejął aparat.




 Podczas tego sputingu dostałem informację od Agi że zaraz będzie na Mikulach, i wraz z Piernikiem oraz Skudem, będzie czyścić ramę Piernikowego tandemu. W tym czasie komary zaczynały swój wieczorny nalot, więc czym prędzej udaliśmy się w kierunku domu.
Na wysokości domu Piernika postanowiliśmy zajrzeć jak idą prace. Jak się okazało idą całkiem nieźle ale światła trochę brakuje, tak więc rzuciłem trochę swojego światła na sprawę :D
 I tak około dwóch godzin do wyczerpania Eneloopów


 Po pewnym czasie opuścił nas Serafin i dalej fotek już nie będzie :D Bo opuścił nas też aparat :P W każdym bądź razie nie wiem, czy przez opary preparatu do usuwania lakieru czy od tak sobie panował dobry humor :P
 Żeby nie było, też mam w czyszczeniu tej ramy mały wkład :D Ktoś w końcu musiał oświetlać :D
Gdy latarka przechodziła w tryb <10% rozsiedliśmy się w Piernikowej Altance i jak zwykle śmiechom nie było końca.
Tak oto minął mi wtorek
Pozdro :D

niedziela, 7 sierpnia 2011

Super przejażdżka w super towarzystwie

Jakoś tak po południu, dostałem od Agi SMSa z pytaniem czy nie mam planów na okolice godziny 23:00 i czy nie podjechałbym pod radiostację. Jako że o tej godzinie poza spaniem, nie mam żadnych planów, zgodziłem się. Nie musiałem długo czekać i dostałem także informację od Piernika i Serafina że dziś będzie ognisko w tajemniczym ogrodzie Piernika.
Zebrałem się i poszliśmy na ognicho, gdzie w miłej atmosferze między drzewami, palimy zapasy pobliskiego drewna, siedząc i nie przejmując się komarami (których tam nie ma, a ich miejsce zajęły kleszcze), zewsząd otacza nas pełny zasięg 3,5G i hotspoty WiFi a to pomiędzy drzewami polami na zielonej trawce. Czegóż chcieć więcej ??
Po pewnym czasie dołącza do nas Daniel a chwilę później Skud.
Rozprawiamy o różnych dziwnych rzeczach, od kiełbasy "Pojebanej" (przeciwieństwo Zajebistej z Biedronki) aż po Zupę Romana :D
Gdy dochodziła już 22:00, zaczęliśmy się zbierać i czym prędzej ruszyliśmy na Gliwice, pod lokal Mexico którym włada Aga.
Po bardzo szybkiej podróży i zabraniu trofeów z drogi,
 rozsiedliśmy się przed lokalem, gdzie spędziliśmy dłuższą chwilę, gadając jak zwykle o wszystkim i niczym.
Następnie podjechaliśmy pod wieżę radiową, gdzie rozsiedliśmy się na zielonej trawce,

I gapiąc się na wieżę, śmialiśmy się i żartowaliśmy.
Noc, trawnik, zacne towarzystwo, totalny luz, takie chwile lubię.

Następnego dnia zaczęliśmy się zbierać i odprowadzać Agę, pod jej wille, a następnie Skuda do skrzyżowania.
Dalej pomknęliśmy drogą 78. Pustą jak rzadko kiedy i nieoświetloną jak zwykle :D
Dwa Screemery dały radę. Dojechaliśmy cało i zdrowo do królestwa Daniela, gdzie około 2:00 pożegnaliśmy Barona tych włości, po czym z Piernikiem pomknęliśmy na Mikule.
Odprowadziwszy Piernika pod jego domostwo, pojechałem do domu gdzie odkryłem że, od Piernikowej działki wiozę pasażera na gapę, tak oto pierwszy raz w życiu złapałem (albo zostałem złapany przez) kleszcza.
Tak oto minęła mi super sobota i kawałek niedzieli.
Pozdro

sobota, 6 sierpnia 2011

Gliwicka masa

Wczoraj po raz kolejny, było mi dane uczestniczyć w Gliwickiej masie krytycznej. Trochę przed 17:00 wyjechałem pod willę Piernika, gdzie gościł już Skud.
Zanim wyruszyliśmy do Gliwic, Piernik zdzwonił się z dziewczynami z Bytomia, które czekały na nas pod Platanem. Po przywitaniu z Justyną i Darią, wyruszyliśmy w drogę zatrzymując się jeszcze pod Scalakiem gdzie miał podjechać Serafin.
Gdy już byliśmy w pełnym składzie. Ruszyliśmy na Gliwice spokojnym tempem, urozmaicając nieco trasę przejazdem przez park.
Na placu Krakowskim stała już ekipa i cały czas dojeżdżali kolejni rowerzyści.




W międzyczasie doprowadzaliśmy jeszcze Serafinową Morfinę do stanu hamującego i w miarę cichego :P
A nad naszymi głowami krążył samolot który miał za zadanie rozpędzanie chmur (tajemnica wiecznie dobrej pogody w Gliwicach, rozwiązana :D)
Przejazd w około 100 osobowym składzie odbył się bezproblemowo, Policjanci jak zwykle zadbali o bezpieczeństwo a rowerzyści o klimat.



Po przejeździe jak zwykle After, z ogniskiem i kiełbaskami.
Po Afterze ruszyliśmy na domy składzie Gusiek, Skud, Goofy, Piernik, Serafin i Daniel. Zaliczając po drodze wizytę w sklepie sieci "Zielony płaz" w celu uzupełnienia płynów. Po chwili postoju postanowiliśmy odprowadzić, przyjaciół z Gliwic. Tak więc pojechaliśmy przez błotną autostradę w stronę Szałszy i zaliczywszy przejazd po nowym moście, zaczęliśmy się zastanawiać jak jechać dalej by wszystkim było po drodze. Przez chwilę padły propozycje zajechania na Czechowice i rozstawienia się tam na dłuższą chwilę. Pomysł niestety padł, a towarzysze z Gliwic powzięli strategiczny odwrót na domy we dwoje najprostszą drogą. W zmniejszonym składzie wyruszyliśmy na podbój nocy.
Z Szałszy pojechaliśmy w stronę Świętoszowic, będąc doskonale widoczni dzięki Goofyemu, który po odpaleniu swojego działa fotonowego na kierownicy, oświetlał połowę miasta :D
Jadąc przez wsie i pola, dotarliśmy w końcu na Rokitnicę, gdzie pożegnaliśmy Daniela i Goofiego, następnie szybki (jak na tą ilość światła) przejazd do Mikulczyc gdzie odprowadziłem Piernika i Serafina pod ich wille a sam udałem się do siebie.
Tak minął mi piątek.
Pozdro