Potem już jak szklak pokazuje aż do rezerwatu Segiet który także przejechaliśmy bez postoju rozkoszując się jedynie urokliwymi jego zakątkami.
Po przejechaniu przez las, wyjechaliśmy na hałdę popłuczkową, która pięknie się prezentuje o tej porze dnia.
Rower co prawda mało efektownie się prezentuje z ta bluzą na bagażniku, że o tym wielkim trójkącie w ramie nie wspomnę. Ale ostatnimi czasy często zdarza mi się wracać do domu po zmroku, gdy nagle robi się chłodno, więc polar jest w razie tego właśnie, a torba?? hmm nie muszę wozić krowiastego aparatu i dokumentów na sobie, w sensie w kieszeniach Torba jak najbardziej potrzebna jest. Jak się dorobię jakiejś fajnej torby na bagażnik to ten paskudny trójkąt zniknie :D A w jego miejsce przyjdzie drugi koszyk na bidon, w którym jak zwykle będzie pusto :D
Ok ponarzekałem, mogę pisać dalej.
Dzisiejsza wyprawa obfitowała w fotki na rowerze, bo światło było w miarę, a nam się jeździć chciało. Tak oto powstało to zdjęcie o lekko kaskaderskim smaczku :D
Oczywiście za pierwszym razem nie wyszło jak miało więc większa prędkość i ...
Jedziemy po bandzie. Jazda przednia więc na tym zjeździe zrobiliśmy całą sesję zdjęciową ale ze mną fotki wyszły tylko dwie, więc zapraszam na blog Serafina gdzie zapewne znajdziecie inne ciekawe ujęcia z Serafinem w roli głównej.
Ileż można jeździć w kółko. Gdy zaczęło się lekko ściemniać postanowiliśmy powziąć strategiczny odwrót. Jadąc w stronę stoku narciarskiego, mieliśmy jeszcze dwa postoje. Pierwszy w miejscu w którym ostatnio próbowałem uwiecznić panoramę stromych skał kamieniołomu.
W tym miejscu postanowiłem wziąć przykład z "mistrza samowyzwalacza" jakim jest Daniel z bloga nieopodal i spróbowałem swoich sił w tej niełatwej dziedzinie, co z tego wyszło ?? Wolelibyście tego nie oglądać :D Tak więc wam tego nie pokarzę :D Bo kto normalny wygłupia się pół metra od krawędzi kilkunastometrowej skarpy ?
(reszta fotek na mojej picasie :P) |
Artystycznie prawda ?
Niestety o ile wlezienie na te kamulce nie było trudne, to zwlec swoją niemałą masę, plus rower wyposażony w dużo ciężkich gadżetów nie było takie proste.
A co gorsza przede mną stał Serafin i wołał czekaj fotkę zrobię. A jak długo można stać z takim czymś na plecach i w dodatku w pozycji powodującej wygięcie nóg do skrajnych możliwych pozycji. Z reszta luknijcie na foto poniżej i zwróćcie uwagę na stopę, albo ogólnie na nogi :P Wytrzymałem tak około 5 fotek :P
Nie to nie uśmiech tylko prośba "Szybciej rób te fotki do cholery, bo zaraz zlecę".
I zleciałem :D
Rower jednym celnym ciosem, oddał mi za półtorej roku wspólnej jazdy, gdy już się z tam tond wygramoliłem, pojechaliśmy dalej, już asfaltem, a skoro asfalt to nie ma czego opisywać, Serafin 60km/h górki ja 57 niby 3 km a jednak różnica.
Tak oto minęła mi rowerowa Środa.
Pozdro
Po fotach widzę, że jesteś już w 100% przygotowany do łażenia po Jurze. Jest tak samo, tylko że bielej :)
OdpowiedzUsuńfajne foty, tej czesci chyba nie zwiedzilem :)
OdpowiedzUsuńDaniel, na Jurze jest za dużo podjazdów :P i za daleko od domu :D
OdpowiedzUsuńSGhost, z tego co widziałem na twoim blogu, to puki co objechałeś okolice stoku narciarskiego, a te widoczki z pierwszych zdjęć są nieco dalej :D jakieś 500m od stoku w linii prostej masz te kamulce z ostatnich zdjęć, jakieś 900m do kamieniołomu, a jeszcze kawałek dalej masz hałdę :D
POprostu nastepnym razem wezme przewodnika Janka ;)
OdpowiedzUsuńCzemu by nie :D ja już można powiedzieć mam gotową trasę dla początkujących :D Prosta szybka i przyjemna :D
OdpowiedzUsuń